Strona główna / nr 2 (4) - WIOSNA 2005 / ZAKOPIAŃCZYCY W KAUKAZIE
    
NUMERY ARCHIWALNE
KONTAKT
GALERIA - ZDJĘCIA
WADOWICE
TATRY
GÓRY ŚWIĘTOKRZYSKIE
BESKIDY - JAN PAWEŁ II
BABIA GÓRA
GÓRY WYSOKIE
ROŚLINY I ZWIERZĘTA
LINKI
PROPOZYCJE WYCIECZEK
Noclegi Hotele
Wydawnictwa turystyczne
Samorząd Przewodników
polski
Tadeusz Stefański - „Zakopiańczycy w Kaukazie”


Kaukaz Elbrus, Uszba zdjęcia galeria

Mongolia góry, stepy zdjęcia galeria

Góry Pamir wschód słońca zdjęcia galeria

Krzysztof Wielicki Mount Everest zdjęcia galeria 2

Marian Bała piękne szczyty zdjęcia galeria
Zakopiańczycy w Kaukazie

Tadeusz Stefański

Przed trzydziestu laty najstarsze w naszym kraju Koło Przewodników Tatrzańskich PTTK w Zakopanem zorganizowało wyprawę wysokogórską w Centralny Kaukaz. W programie trzytygodniowego pobytu w rejonie doliny Baksanu: wejście na Elbrus, zdobycie kilku czterotysięczników, trening na lodowcach, poznanie baz turystycznych „Baksan”, „Szachtior”, „Adył Su”, „Azaj”, spotkania z przewodnikami i służbą górską.

            Ekipę stanowili przewodnicy tatrzańscy, a wśród nich goprowcy i taternicy. Kierownictwo objęli Jan Krupski, Eugeniusz Strzeboński, Jan Chojdecki i Piotr Lichaczewski. Okrasą zespołu były dwie kobiety, Irena Rubinowska-Jakubiak i Teresa Świerczyna.

            Wyprawa zaczęła się od przelotu samolotem do Mineralnych Wód, a następnie przejazd autokarem, piękną widokowo doliną Baksanu, prawie 200 km do Terskołu u podnóża Elbrusa. Oczy radowała soczysta zieleń lasów, powyżej, na polanach dywany kwiatów, setki odmian, kolorowo.

            Naszą stałą bazą był hotel „Czeget” przy dolnej stacji wyciągów krzesełkowych na zboczu wzgórza o takiej samej nazwie. Zimą, raj dla narciarzy; sześć wyciągów na jednym zboczu. Szczyt 3426 m. n.p.m. A my jesteśmy na 2170. Prawie tyle co ma Szpiglasowy Wierch w naszych Tatrach. Z hotelowego okna widok na Donguz-Orun /4452 m npm/ i Nakra-Tau /4277 m. n.p.m./. Za nimi, w głębi gór, za przełęczą Donguz-Orun dolina Inguri i legendarna Swanecja.

 

Kaukaz, obszar górski między Morzem Czarnym a Morzem Kaspijskim, powierzchnia około 440 tys. km kwadratowych. Wielki Kaukaz ciągnie się na długości ponad 1100 km. Łańcuch górski sfałdowany i wypiętrzony w trzeciorzędzie w wyniku orogenezy alpejskiej zbudowany jest z wapieni, piaskowców, łupków iglastych oraz ze skał wulkanicznych. Roślinność bogata /około 6000 gatunków/ i bardzo zróżnicowana. Dla ochrony roślinności utworzono wiele rezerwatów /największy Kaukaski ma 262 500 ha/. Główne bogactwa naturalne: ropa naftowa, gaz ziemny, węgiel kamienny, rudy żelaza, manganu, miedzi, molibdenu, cynku i ołowiu, kobaltu, chromu, boksytu, tufy, wody mineralne.

Kaukaz zamieszkuje wiele zróżnicowanych pod względem językowym ludów: Gruzini, Lazowie, Abchazi, A3.jpg (17.51 Kb)dygejczycy, Czerkiesi, Kabardyjczycy, Czeczeni, Ingusze, Aharowie, Dargijczycy, Lakowie, Lezgini. Kultura ludów kaukaskich w ciągu wieków podlegała wpływom asyryjsko-babilońskim, greckim, perskim, arabskim i innym. Rozwinięte rękodzieło artystyczne, złotnictwo, hafciarstwo; bogaty folklor ludowy.

 

Celem naszej pierwszej większej wyprawy - Mały Donguz-Orun Baczi /3761 m. n.p.m./ i Kogutaj /384l m. n.p.m./. Dzielimy się na dwie grupy. Pierwszą, która wychodzi na Wielki Kogutaj Baczi, prowadzi Genek Strzeboński. Drugiej, w której i ja idę, przewodzą Jasiek Krupski i Marian Kruczek. Oba zespoły wychodzą o trzeciej nad ranem. Na razie jest zimno i mglisto. Od razu ostro w górę. Latarki czołowe oświetlają nam drogę. Po dwóch godzinach marszu postój na śniadanie. Cudowny pejzaż. Wszystkim jest bardzo chłodno. Maszerujemy dalej i wyżej. Powoli wchodzimy trawersem w południowe zbocze Małego Donguz-Orun. Na przemian, odcinek skalisty lub płaty śniegu. Dość stromo. Wyszliśmy już powyżej 3000 m. Z prawej wyrasta skalisty „Żandarm”. Lewą ścianką i żlebem wchodzimy na przełęcz. Odpoczynek, drugie śniadanie i pniemy się na szczyt. Jesteśmy w środku gór. Wokół Elbrus, Gwandra, Dallar, Schelda, Uszba, Nakra-Tau, Donguz-Orun Baszi, Szchara, Dysk-Tau, Pik Mongolii, Laila. Cudownie, grzeje słońce. Robimy zdjęcia. To nasze rekordy wysokości. Marian zakłada poręczówkę. Powoli schodzimy z przełęczy. Idzie Jasiek, Piotr, Irena. Idziemy bez raków. Przecinamy trawersem śnieżne i strome zbocze. Nagle źle wbity czekan i odchylenie się na stok. Spadam w dół, wprost na Piotra. On odskakuje w bok. Jestem na plecach. Natychmiast nabieram szybkości. Przekręcam się na brzuch. Hamuję czekanem. Cholernie twardo i stromo. Koziołkuję. Znowu na plecach. Za moment głową w dół – to już koniec. Mijam czarne skały, pęd oślepia, plecak przeszkadza. Jeszcze raz nadludzkim wysiłkiem przekręcam się na brzuch. Gubię okulary. Wyrzuca mnie w górę i kilka metrów lecę w powietrzu. Znów głową w dół. Wyrywa się wbity w śnieg czekan. Teraz tylko łokcie i kolana są moimi hamulcami. Nic nie pomaga. Przekręcam się w poprzek stoku i w tej pozycji zatrzymuję się w piargach. Żyję! Po około 300 metrach szaleńczej podróży. Chwilę leżę ciężko dysząc. Wstaję. Jestem cały. Trzęsą się pode mną nogi. To szok i zmęczenie. Zadrapana twarz, kolana i ręce. Śladem, który przed chwilą spadałem wspinam się po leżący w śniegu czekan. Krzyczą do mnie koledzy. Wszystko już dobrze. Schodzimy wspólnie do Terskołu. O siedemnastej jesteśmy w bazie. Witają mnie jakbym wrócił z tamtego świata.

 

Elbrus /5642 m npm/, masyw wulkaniczny o dwóch szczytach, najwyższy w Kaukazie, zbudowany z law andyzedowych, dwadzieścia dwa lodowce o powierzchni l44 km kw. Pierwszym zdobywcą Elbrusa był w 1929r. góral z Kabardii, Killar Chaszirow.

 

Jest godzina druga w nocy. Wychodzimy ze schroniska. Raki przypinamy w korytarzu. Na zewnątrz bardzo wieje. Mar­zną ręce. Od razu wkładamy wszystko. Mam na sobie dwa swetry i dwie kurtki. W Tatrach nigdy tak nie byłem ubrany. Tym razem idzie nas ośmioro. Ryszard i Staszek zostali w schronis­ku. Obydwaj źle się czują. Staszek Gąsienica Brzega najadł się zimnej konserwy bieszczadzkiej i odczuł tego skutki.

2.jpg (14.10 Kb)Idziemy bardzo wolno, często robiąc odpoczynki. To mo­że przydać się w drodze powrotnej. Śnieg zwiewany wichrem bije w nasze twarze. Cały czas wieje przenikliwy, porywisty wiatr zachodni. Mijany „Skały Pastuchowa”, około 4600 m. Pójdziemy na wschodni wierzchołek Elbrusa /5621 m npm/. Jeszcze tysiąc metrów. Jest czwarta rano. Nadal ciemno. Czołówki oświetlają trasę. Mgła, chmury, zadymka śnieżna utrudniają orientację. Prowadzą na zmianę Edek Miranowski i Jasiek Krupski. Systematycznie pniemy się w górę. Coraz częściej odpoczywamy. Łykamy kostki cukru i kawałki czekolady. Jest tak zmarznięta, że nie chce się rozpuścić w ustach. Rozcieram co chwila nos i policzki oraz palce zgrabiałe od stalo­wej głowicy czekana.

Powoli świta, widoczność jednak ograniczona. Jeszcze wzmaga się wichura i mocniej zacina zwiewany śnieg. Przed nami strome zbocze wschodniego wierzchołka Elbrusa. Rozdzielamy się na trzy zespoły. Idę w pierwszym w dwójkę, z Ireną Rubinowską-Jakubiak. Za nami Edek Miranowski, Edek Władysiuk i Andrzej Miodoński. W trzecim Jasiek Krupski, Andrzej Wargowski i lekarz wyprawy Jasiek Chojdecki. Liczę kroki. Co 25 odpoczynek. Stromo. Idziemy zakosami. Wyżej nachylenie chyba ze siedemdziesiąt stopni, które robimy na wprost. Atakujące żeby raków trzymają nas w twardym śniegu. Jest 900 rano, gdy stajemy na wierzchołku. Za nami 7 godzin marszu i 1400 metrów wysokości. Ściskamy się, składając sobie gratulacje. Czytamy napis na metalowym proporczyku. 5621 m npm. To nasz rekord wysokości. Wichura straszliwa, oceniamy ją na 40 m/sek. Nawet nie próbuję wyjąć z plecaka aparatu fotograficznego. Widoczność na 15 metrów. Kilkanaście stopni mrozu, a w kalendarzu lipiec. Tu niemożliwe jest oczekiwanie na kolegów. Musimy schodzić. Idziemy tą sama drogą. Pod szczytem spotykamy trójkę Edka. Wyłonili się nagle z mgły. Krzycząc mu do ucha umawiamy się, że tu zaczekamy. Kryjemy się w skałach. Niewiele osłania nas to od wiatru. Czekanem wyrabuję w śniegu małą platformę. Marzną nam nogi. Irena jest w puchowej kurtce. Nie ma ani trójki, która poszła do góry, ani kolegów idących poniżej. Postanawiamy iść jeszcze raz do góry. Może coś się im stało, może trzeba pomóc. A może czekają tam na nas. Sprawdzimy. Wspinamy się po śnieżnej stromiźnie. O 1000 jesteśmy po raz drugi na wierzchołku. Tu ich nie ma. Schodzimy powtórnie. W zadymce i mgle wyłania się trzeci zespół. Dodajemy im otuchy, przecież jeszcze tylko pół godziny wspinaczki. Rozchodzimy się. Postanawiamy iść sami w dół. Czekając na kolegów można zamarznąć. 

            Schodzimy do podnóża szczytowej stromizny. Trawersujemy śnieżną płaszczyzną, kierując się, tak nam się wydaje, w stronę „Skał Pastuchowa”. Widoczność nadal słaba. Najwyżej na 200 metrów. Idziemy tak już dwie godziny. Zaczynamy błądzić. Przechodzimy przez kolejne pola lodowe. Co chwila przekraczamy lodowe szczeliny. W oddali ukazuje się nam sześć sylwetek. To koledzy. Także pobłądzili. Śnieg zwiał ślady. Schodzimy w dół. Jesteśmy na lodowcu „Terskoł”. Wyciągam z plecaka linę. Jednak się przydała, nie na darmo ją niosłem dwanaście godzin. Wiążemy się idąc z lotną asekuracją. Edek Włądysiuk łączy się radiotelefonem z centralą w Turbazie „Czeget”. Mamy dwie alternatywy. Zejść na 3200 do Lodowej Bazy w dolnej części lodowca a następnie pięciogodzinny marsz do Terskołu, lub trawersować pełen szczelin lodowiec w kierunku zachodnim, aby dojść do schroniska „Prijut 11”. Wybieramy ten drugi wariant. Tam oczekują nas nasi przyjaciele i tam są nasze plecaki. Poprawiła się widoczność, chwilami świeci słońce, słabł wiatr. Tu jest tylko 4200 m.

            Cały czas w lotnej asekuracji, ostrożnie zmierzamy do celu. Kilku z nas wpada jednak w zasypane śniegiem płytkie szczeliny. Lina pozwala szybko wydostać się z lodowej czeluści. W paru przypadkach musimy przedostać się przez lodowe pułapki czołgając się na brzuchu. Jesteśmy wszyscy porządnie zmęczeni. Jest godzina siedemnasta, gdy dostrzegamy kopulastą bryłę upragnionego schroniska. Jeszcze pół godziny i jesteśmy w objęciach kolegów. Wita nas Ryszard i Staszek, już dobrze podenerwowani. Przecież byliśmy prawie 16 godzin na nogach, przy piekielnej pogodzie i w trudnym śnieżno-lodowym terenie. Strudzeni, ale szczęśliwi wkraczamy do „Prijutu”. Za nami pokonany wschodni wierzchołek Elbrusa. Sprawdziliśmy się. Jest dobrze.

            Pierwsza Polska wyprawa na Kaukaz w lipcu 1935 roku. 10 osobowa grupa naukowców i alpinistów przez sześć tygodni działała w grupach górskich Adai-Choch i Bezingi.

 

            W „Zielonej Bazie” rozbijamy namioty. Piękna Dolina Adył Su. Wokół masywy szczytów Andyrcz /3913 m. n.p.m./, Kurmyczi /4058 m/, Via-Tau /3820 m/, Gumaczi /3809 m/, Dżan-Tugan /3991 m/, Baszkara /4241 m/. Noc robi się chłodna. Wsuwamy się do śpiworów. Nad ranem pobudka. Kola Romanowicz Popowicz, zostaje w obozie a my idziemy całą grupą na Gumaczi /3809 m. n.p.m/. Pierwszy odcinek to marsz grzbietem moreny bocznej. Wyżej przez lodowiec „Dżankuat” i śnieżne pola na przełęcz. Na prawo strzelisty Dżan-Tugan. Przypinamy raki. Coraz stromiej. Jesteśmy na przełęczy, wchodzimy na dwa wierzchołki. Do zejścia dzielimy się na pięć zespołów. Wiążemy się linami. Przed nami przejście śnieżnym grzbietem, kilkusetmetrowa ekspozycja. Dalej zjazd ślizgiem na siedzeniu przy pomocy czekana. Przełęcz – 3540 m npm. Spotykamy radzieckie grupy na treningu. Młodzież uczy się pięknej sztuki alpinizmu. Korzystamy z ich poręczówki. Jasiek Chojdecki kręci kolejne metry taśmy. Ten ma najwięcej roboty. Znowu lodowiec, morena i namioty pilnowane przez Kolę. Gotujemy posiłek. Jeszcze kilka godzin marszu do bazy Adył-Su.

            Tatrzańscy przedstawiciele przewodnictwa, mogą poszczycić się w sumie 8 wejściami na następujące szczyty Kaukazu. Dżan Tugan /3991 m npm/, Kurmyczi /4058 m/, Gumaczi /3809 m/, Mały Donguz-Orun /3761 m/, Wielki Kogutaj /3841 m/, Czeget /3426 m/ i oba wierzchołki Elbrusa /5642 m i 5621 m/.

            Była to wyprawa potrzebna, pozwalająca na podniesienie kwalifikacji przewodnickich w wysokich górach, wypróbowanie własnej sprawności.

Podpisy pod zdjęciami

1a od lewej Edek Miranowski, Piotr Lichaczewski, Jasiek Krupski, Zofia Stecka, Lutek Kaczorowski, Antek Adamowski, Roman Dąbkowski, Józek Posadzki, Azdrzej Miodoński, Edward Władysiuk, Tadek Stefański.

1b Piotr Lichczewski, Józek Posadzki, Jasiek Krupski, Jan Komornicki, Antek Adamowski, Roman Dąbkowski, X, Edward Władysiuk, Edward Miranowski, Tadek Stefański, Lutek Kaczorowski.

1c Piotr Lich, Stefan Kowacz, Edek Miranowski, Zbigniew Madeyski, Jerzy Bortnik, Józek Posadzki, Irena Rubinowska-Jakubiak, Jacek Nodzyński, Eugeniusz Strzeboński, Staszek Gąsienica Brzega, X /Rosianin/, Marian Kruczek, Jasiek Krupski, Rysiek Drągowski, X, Kazimierz Czeremda, Lutek Kaczorowski, Teresa Świerczyna, X, Wojtek Marczułajtis.

1d

1e Edek Miranowski, Irena Rubinowska-Jakubiak

1

2Jan Komornicki, Jasiek Krupski

3 Stefan Kowacz, Wojtek Marczułajtis, Rysiek Drągowski.

4 Jasiek Krupski

5

6 Eugeniusz Strzeboński, Schronisko „Prijut Jedenastu”

7Staszek Gąsienica Brzega, Tadek Stefański

8 Elbrus. Widok z Czegetu                                                                                       


 

 

 

 

Tadeusz Stefański

© Wszelkie prawa zastrzezone     INTERAKTYWNA POLSKA
Webmaster: PROMEDIA