Strona główna / nr 3 (9) - LATO 2006 / NANGA PARBAT
    
NUMERY ARCHIWALNE
KONTAKT
GALERIA - ZDJĘCIA
WADOWICE
TATRY
GÓRY ŚWIĘTOKRZYSKIE
BESKIDY - JAN PAWEŁ II
BABIA GÓRA
GÓRY WYSOKIE
ROŚLINY I ZWIERZĘTA
LINKI
PROPOZYCJE WYCIECZEK
Noclegi Hotele
Wydawnictwa turystyczne
Samorząd Przewodników
polski
NANGA PARBAT

[ Nanga Parbat zdjęcia galeria ]


Marian Bała piękne szczyty zdjęcia

Nanga Parbat zdjęcia galeria

Krzysztof Wielicki Mount Everest zdjęcia galeria 1

Krzysztof Wielicki Mount Everest zdjęcia galeria 2

Krzysztof Wielicki Kangchengjunga zdjęcia
         
NANGA PARBAT

Marian Bała

Najdalej na zachód wysunięty wierzchołek Himalajów. Wysokość 8125 m. Obecnie w całości położony na terenie administrowanym przez Pakistan. Zdobyty po raz pierwszy w roku 1953 z doliny Rakhiot przez Austriaka Hermana Buhla. Pierwsze Polskie wejście  -  Krakowska wyprawa w roku 1978 z doliny Rupal. Na szczyt weszli A. Heinrich, J. Kukuczka, S. Łobodziński i meksykanin Carlos Carsolio. Dwa tygodnie później na szczyt, od wschodu, z doliny Diamir weszły uczestniczki polskiej kobiecej wyprawy: W. Rutkiewicz, A. Czerwińska i M. Palmowska.
    Każdy z ośmiotysięcznych szczytów świata posiada własną legendę. Historia walk o ich zdobycie pokazuje, do jakich człowiek jest zdolny poświęceń, jakie niewiarygodne wręcz trudy i ryzyko jest w stanie ponieść, aby osiągnąć wytyczony sobie cel. Odkrywanie i zdobywanie najtrudniejszych szczytów świata pochłonęło jednak wiele ofiar ludzkich.
    Historii zdobywania Nanga Parbat związana jest z wieloma tragicznymi wypadkami, ale również może być przykładem wielu heroicznych postaw ludzkich. Nazwa tego liczącego 8125 m wysokości szczytu związana jest z okrutną i bezwzględną boginią  hinduską. Bogini drogo każe sobie płacić za wejście na szczyt. Do niedawna ilość ludzi, którzy zginęli podczas wielu prób jej zdobycia znacznie przewyższała liczbę tych, którym udało się ją pokonać. Szczyt ten jest położony w łuku rzeki Indus, opływającej go od zachodu i północy, na  najbardziej zachodnim końcu Himalajów. Różnica wysokości między doliną Indusu  a odległym o ok. 20 km szczytem Nanga Parbat wynosi ponad 7000 m. Sam szczyt znajduje się w strefie nieustannie narażonej na związane z okresem monsunowym gwałtowne zmiany pogody. Kapryśna, zła i zmienna  pogoda często panująca w otoczeniu góry sprawia, że pośród alpinistów góra ta nie cieszy się dobrą sławą. Jednak chyba właśnie ta zła sława powodowała, że zawsze była i wciąż jest upragnionym celem chcących się z nią zmierzyć alpinistów.
    Dla Europejczyków Nanga Parbat odkryta została przez penetrujących te obszary Anglików, braci Schlagintweit w roku 1856 . Niedługo później dokonano  pierwszych pomiarów jej wysokości. Położona w północnej części Kaszmiru, okolicy politycznie niepewnej, przez długi czas była praktycznie niedostępna tak dla podróżników, badaczy jak i alpinistów. Dojście do podnóża  góry wymagało bardzo długiej, niezwykle uciążliwej i kosztownej karawany. Sytuacja zmieniła się zasadniczo dopiero po zbudowanej przez Chińczyków w latach siedemdziesiątych 900 kilometrowej, strategicznej drogi łączącej Pakistan z Chinami, nazywanej popularnie Karakorum Highway. Po udostępnieniu tej drogi dla turystów Nanga Parbat stała się najłatwiej i najtaniej dostępnym ośmiotysięcznikiem świata. Karawana niosących bagaże wypraw od miejsca, do którego można dojechać samochodem, zajmuje zaledwie jeden dzień.
   
Olbrzymie zasługi w rozpoznaniu okolicy i możliwości wejścia położył Anglik Mummery, ówcześnie jeden z najwybitniejszych alpinistów świata. Niestety zapłacił za to własnym życiem. Zginął wraz z towarzyszącym mu szerpą, prawdopodobnie pod lawiną, w czasie próby przejścia z doliny Diamir do doliny Rakhiot. Zdobycie Nanga Parbat szybko stało się najważniejszym celem alpinistów niemieckich. Jako drogę na szczyt wybrano wtedy północną flankę Nanga Parbat wznoszącą się nad doliną Rakhiot. Podczas kilku kolejnych wypraw w latach 1932 - 1939, w których udział brali  najznakomitsi ówcześni alpiniści niemieccy, F. Aschenbrener osiąga wysokość 7700 m i tylko załamanie pogody uniemożliwiło mu wejście na szczyt. W czasie tych wypraw w niezwykle dramatycznych okolicznościach towarzyszącym zresztą wszystkim wyprawom zginęło kilku najwybitniejszych alpinistów niemieckich, jak Welzenbach i Merkl oraz kilkunastu  tragarzy. W roku 1937 w lawinie na stokach Rakhiot  zginęła cała wyprawa niemiecka. Siedmiu alpinistów i 9 szerpów - tragarzy. Uratował się tylko jeden uczestnik, lekarz wyprawy, który pozostał w bazie. Wyprawami interesował się nawet Hitler. Uważał kwestię zdobycia szczytu jako kwestię honoru Niemiec i  zasilał wyprawy pokaźnymi funduszami. Ostatnią wyprawę zaskoczył wybuch wojny w roku 1939. Jeden z internowanych przez władze indyjskie uczestników F. Harrer, zdobywca jednej z najsłynniejszych ścian alpejskich - północnej ściany Eigeru, uciekł z indyjskiego obozu dla internowanych do Tybetu. Historię jego przygód przedstawia wydana niedawno książka pt.”7 lat w Tybecie”.
  
  Po zakończeniu wojny pod Nanga Parbat pojawiają się znowu liczne wyprawy. Tak jak we wcześniejszych latach najwięcej jest wyprawy niemieckich. Właśnie Niemcy mieli na wyrównania rachunków z górą największe ambicje. Wreszcie się udaje. W roku 1953 podczas jednej z kolejnych wypraw, samotnie wchodzi na szczyt, znakomity austriacki alpinista Herman Buhl uczestnik niemieckiej wyprawy. Jego niezadowoleni z tego faktu niemieccy koledzy z wyprawy, którzy Nanga Parbat uważali za swoją górę, zarzucili mu mistyfikację. Trzeba było  ekspertów od fotografii, którzy uznali, że zrobione przez Buhla zdjęcia można było zrobić tylko ze samego szczytu.
   
W następnych latach w dalszym ciągu ku górze ruszają kolejne wyprawy. W latach 1961 – 1976,  Niemiec K. M. Herrligkoffer zorganizował aż 9 wypraw. Dokonano wtedy kilku kolejnych wejść na szczyt, którym jak zwykle na tej górze niezmiennie towarzyszyły szczególnie dramatyczne okoliczności. Wytyczono na szczyt nowe drogi z doliny Diamir i doliny Rupal. Do najwybitniejszych sukcesów należy bezspornie wejście braci Gunthera i Reinholda Messnerów południowym filarem z doliny Rupal. To osiągnięcie niestety zakończyło się śmiercią jednego z nich podczas zejścia. Pokonanie tej drogi stanowi do dziś jedno z najwybitniejszych osiągnięć alpinistycznych.
   
Zainteresowanie wejściem na Nanga Parbat przejawiali również od lat polscy alpiniści. W końcu zafascynowany pięknem, sławą i grozą góry krakowski alpinista Paweł Mularz zorganizował wyprawę jako cel, wybierając wejście na szczyt przez największą na świecie ścianę o wysokości ok. 4500 m z doliny Rupal.
W wyprawie obok alpinistów krakowskich i gdańskich wzięli również udział czołowi himalaiści polscy: Jerzy Kukuczka i Tadeusz Piotrowski oraz  kilku alpinistów z krajów dysponujących koniecznymi dla wyprawy zasobami dolarowym. Jednym z nich był Carlos Carsolio – meksykanin poznany przez Polaków w Andach, dla którego udział i wejście na szczyt było pierwszym sukcesem jego drogi do zdobycia tzw. Korony Himalajów (4 alpinista po R. Mesnerze, J. Kukuczce, K. Wielickim).
   Czułem się szczęśliwym, mogąc brać udział w tej wyprawie. Dobrze zdawałem sobie jednak sprawę, że lata moich największych możliwości mam już za sobą. Sama próba zmierzenia się z górą – legendą była dla mnie czymś niezwykle ekscytującym. Teraz trochę moich osobistych wspomnień ze zmagania się z górą marzeń,  kilka epizodów, które głęboko zostały w mojej pamięci.
  
Trudno sobie wyobrazić wrażenie jakie wywołuje u alpinisty widok Nanga Parbat z bazy w dolinie Rupal. Jak mały wydaje się człowiek próbujący zmierzyć się z górą. Uczucie ogromnej pokory i równocześnie niezwykły zastrzyk adrenaliny. Niewiele jest na świecie takich widoków. Różnica wysokości pomiędzy bazą a szczytem wynosi ok. 5 km. Dla porównania - z bazy pod Everestem do szczytu jest „tylko” 3 km. Ścianę Rupal daje się porównać tylko z północnym filarem K2.
  
Obóz I założony na wysokości  ok. 5200 m, przycupnięty pod  osłaniającymi  go skałami, oddalony był od jednej z głębokich  rynien będących „kanałami” dla spadających nieustannie lawin  tylko o kilkanaście metrów. Co parę minut, niestety niezbyt regularnie, sunęły rynną grzmiące  lawiny. Niosły ze sobą bryły lodowe, kamienie i zsuwające się śniegi. W nocy miało się wrażenie, jakby spało się pod mostem, po którym co pewien czas przejeżdżają pociągi. Wspaniały widok na lodową ścianę kotła Bhazin i dominujący nad nią szczyt Rakhiot tworzyły nieco niesamowitą scenerię. Obserwowaliśmy jak wysoko nad nami obrywały się bezgłośnie seraki, grzmot lawiny dolatywał nieco później, a dopiero znacznie później na nasze namioty spadał huraganowy podmuch wiatru.
  
Aby dojść do obozu II należało przekroczyć trzy głębokie na kilka i szerokie na kilkanaście metrów rynny, którymi spływały co chwilę lawiny i pokonać strome pola śnieżne narażone na lecące kamienie i lód. Stale mieliśmy kłopoty z założonymi tam linami poręczowymi. Albo były zasypywane przez zlodowaciały śnieg i za każdym przejściem trzeba było uciążliwie wydobywać je na wierzch albo przecięte spadającymi kamieniami. Obóz drugi składał się z dwóch małych, dwuosobowych namiotów ustawionych w jedynym, względnie bezpiecznym od lawin miejscu, na skalnej grzędzie ograniczającej olbrzymi kilkusetmetrowy kuluar-żleb. Żlebem tym prowadziła nasza dalsza droga. Przy namiotach było tak mało miejsca, że nie mieściły się tam równocześnie dwie osoby. Ten odcinek drogi był niesłychanie niebezpieczny. Należało poruszać szybko i sprawnie, a nie było to takie łatwe na sporej już wysokości.
 
  W czasie zaopatrywania obozu II w zapasy i potrzebny sprzęt zdarzył się nam pierwszy wypadek. Andrzej Samolewicz w czasie wykopywania ze śniegu lin poręczowych razem z wielkim płatem śniegu zsunął się do jednej z rynien lawinowych. Rynną razem z masami śniegu i lodu pojechał w dół. Nie miał żadnych szans na wydostanie się z lodowej rynny. Przeleciał z lawiną ok. 900 m aż do stóp urwiska, gdzie lecąca masa traciła impet, a lawina rozsypywała się w wielki wachlarz. Po drodze zaliczył kilka okazałych skoków przez skalno-lodowe progi. Wyładowany sprzętem plecak ochronił go prawdopodobnie od większych obrażeń. Przeżył. Sam wydostał się jeszcze na brzeg lawiniska. Powiadomieni przez radio szybko zorganizowaliśmy pomoc. Po paru godzinach udało się sprowadzić mocno potłuczonego, ale bez cięższych obrażeń Andrzeja do bazy. Jak to odczuł? Po dwóch tygodniach zaleczania ruszył z powrotem w górę. Alpiniści to naprawdę twardzi ludzie.

   Dużo mniej szczęścia miał Piotrek Kalmus. Podchodząc z ładunkami do obozu II, przekraczali jedną ze wspominanych rynien lodowych. Spadająca lawina gnała wprawdzie lodową rynną, ale na zakręcie jeden z lodowych bloków wyskoczył z rynny, uderzył w pierś stojącego na jej brzegu Piotrka i wrzucił w nurt lawiny. Z lawiną przeleciał ponad 1100 m aż do podnóża ściany. Zorganizowana akcja ratunkowa dotarła do Piotrka po paru godzinach.  Lekarz wyprawy stwierdził śmierć. Nanga Parbat zabrała swoją kolejną ofiarę.
  Z olbrzymim trudem znieśliśmy ciało na morenę lodowca u stóp ściany, a następnie do bazy. Czwórka naszych kolegów znajdująca się w tym czasie już w obozie IV była w rozterce. Czy wobec tragicznej śmierci jednego z uczestników mają zrezygnować z ataku szczytowego i zejść do bazy, czy próbować dalszej drogi. W bazie, po rozmowach zdecydowaliśmy jednomyślnie. Mają iść dalej. Wejście na szczyt będzie to najlepszym sposobem uczczenia śmierci kolegi. Przekazaliśmy tę wiadomość grupie szturmowej, a sami zajęliśmy się pogrzebem. To przejmujące przeżycie. Tyle razy wszyscy byliśmy w życiu na pogrzebach swoich bliskich, kolegów którzy zginęli w górach, a jednak byliśmy prawie bezradni. Jak ma wyglądać ostatnie pożegnanie bliskiego kolegi? Jaką przed pochowaniem odmówić modlitwę? Tuż przy bazie, u stóp kilkumetrowej płyty skalnej wykopaliśmy głęboki grób. Na granitowej twardej skale, na zmianę wykuwaliśmy przez dwa dni napis. Imię, nazwisko, data. Tadziu Piotrowski z porastających morenę  cyprysów wystrugał prosty krzyż, a meksykanka Elsa, uczestniczka wyprawy, zawiesiła na nim własnoręcznie wykonany z gałązek cyprysu wianek.
 
Taka jest czasem cena, jaką trzeba zapłacić za oddanie się życiowej pasji jaką jest alpinizm. Żegnamy swoich kolegów. Jedno wiem na pewno, widok z nad grobu jest absolutnie najpiękniejszy, jaki może wyobrazić sobie każdy z nas. Leżący tu Piotrek będzie mógł cała wieczność patrzeć na najwspanialszą ścianę na świecie. Kilka lat później odwiedziłem grób Piotrka. Przywiozłem mu mały granitowy kamyk zabrany z Tatrzańskich turni. Gór, które kochał i z których wyrósł.
   C
zwórka  wspinaczy po dramatycznych dwóch biwakach w wykopanych jamach śnieżnych weszła na szczyt i co najważniejsze szczęśliwie wróciła do bazy. I na tej górze wytyczyliśmy polską drogę. To chyba było najlepsze pożegnanie dla Piotrka.
   Dla mnie wyprawa skończyła się powyżej obozu II. Bryły lodu spadające ze skalnego uskoku  na namiot zaskoczyły mnie jeszcze w śpiworze w jego wnętrzu. Rozdarły namiot i uderzyły mnie w rękę i nogę. Potłuczony mogłem już tylko zejść do bazy. Jeszcze kilka wejść z zaopatrzeniem do obozu I i pozostał tylko powrót. Zostawiłem wyprawę, by w ambasadzie polskiej w Islamabadzie zdać relację z wypadku.

    Wspinałem się po wielu górach świata, ale żadne góry, żaden szczyt nie odcisnął na mnie takich odczuć jak Nanga Parbat. „Naga góra”. Góra tragicznych śmierci i wspaniałych zwycięstw.

© Wszelkie prawa zastrzezone     INTERAKTYWNA POLSKA
Webmaster: PROMEDIA