Strona główna / nr 4 (10) - JESIEŃ 2006 / JAK ZMIENIĆ SZLAKI W GÓRACH
    
NUMERY ARCHIWALNE
KONTAKT
GALERIA - ZDJĘCIA
WADOWICE
TATRY
GÓRY ŚWIĘTOKRZYSKIE
BESKIDY - JAN PAWEŁ II
BABIA GÓRA
GÓRY WYSOKIE
ROŚLINY I ZWIERZĘTA
LINKI
PROPOZYCJE WYCIECZEK
Noclegi Hotele
Wydawnictwa turystyczne
Samorząd Przewodników
polski
JAK ZMIENIĆ SZLAKI W GÓRACH

   Na 2007 rok Zarząd Główny PTTK  proklamował Rok Szlaków, w tym także szlaków w górach. Stwarza to doskonałą okazję do przeprowadzenia szerokiej dyskusji nad coraz szybciej zmieniającą się sytuacją górskich szlaków.
Przeprowadzone w 1999 roku rewolucyjne zmiany w zasadach zdobywania Górskiej Odznaki Turystycznej stały się już siedem lat temu sygnałem dostosowywania GOT do współczesnych realiów uprawiania turystyki. Co więc dopiero mówić o szlakach, którymi wędrują nie tylko zdobywcy GOT, ale wszyscy turyści?
   PTTK posiada w górach prawie 11.000 km szlaków. Jest to sieć imponująca, gdy porównać ją z rzeczywistym ruchem turystów, w niektórych tylko rejonach ogromnym, na większości górskiego terenu małym lub prawdziwie nieregularnym albo przypadkowym.
Pragnę tu abstrahować od szlaków górskich w parkach narodowych, szlaków gminnych czy specjalnego znaczenia oraz pozostających pod opieką innych organizacji.
   Jakie trendy czekają gestorów i opiekunów górskich szlaków? Czy ich przyszłość będzie odwzorowywała np. obecną sytuację gęstej „pajęczyny” znakowanych ścieżek w Beskidzie Śląskim lub w Paśmie Śnieżnika Kłodzkiego? A może Beskidu Wyspowego lub Średniego czy też Beskidu Niskiego z Bieszczadami? A gdzie w tym wszystkim jest miejsce dla Podgórzy Sudeckich i Pogórza Karpackiego, terenów powierzchniowo ogromnych, a również w szlaki obfitujących?
   Wybór konkretnego szlaku na wędrówkę zależy dziś nie tylko od upodobań turysty. Turyści najmłodsi z uporem godnym lepszej sprawy interesują się przeważnie Tatrami, w po-gardzie mając wszystko poza Zakopanem. Jednak dłuższe wędrówki ograniczają z jednej strony kłopoty z otrzymaniem urlopów z pracy, a z drugiej powszechna teraz motoryzacja, a co za tym idzie możliwość łatwego docierania do każdego praktycznie zakątka u podnóży polskich gór.
   Tradycje wielodniowych wędrówek przez górskie grzbiety z ciężkim plecakiem czy tym bardziej sprzętem biwakowym (co 30-20 lat temu było prawie normą) przechowuje jedynie część środowisk studenckich, ruchy oazowe lub zawsze spotykani pojedynczy „wyrypiarze” czy „twardziele”. Ogromna większość osób udających się w góry używa niektórych szlaków na krótkie wypady od pozostawionego w dolinie samochodu albo po prostu tylko odpoczywa „pod górami”, łącząc tę funkcję z krajoznawczymi zainteresowaniami.
Zatrzymajmy się na chwilę w dwóch zakątkach Beskidu Sądeckiego: na Przehybie i Jaworzynie Krynickiej.
   Spośród kilkunastu znakowanych szlaków wiodących do węzła Wierchu Przehyby większość turystów dociera tu z Gabonia drogą dojazdową od pozostawionego koło leśniczówki auta. Trochę plecakowych turystów pojawia się od strony Szczawnicy szlakiem niebieskim lub wędruje dalej grzbietem przez Radziejową ku dolinie Popradu. A kto na Przehybę wybiera się np. z Łącka czy Jazowska? Można zaryzykować, że kilkadziesiąt osób w ciągu całego roku...

 

Od czasu uruchomienia kolei gondolowej na Jaworzynę Krynicką ruch turystyczny na szlakach pieszych został poważnie ograniczony. Do najbardziej „ambitnych” należą obecnie ci, którzy od szczytu rozpoczynają wędrówkę m.in. w kierunku Łabowskiej Hali, Pustej Wielkiej czy Muszyny.

Gospodarze bieszczadzkich schronisk PTTK analizujący niejako na co dzień ruch na Głównym Szlaku Wschodniobeskidzkim potwierdzają, że większość osób kręci się na krótkich fragmentach szlaków w pobliżu tych schronisk.

Na Pogórze Karpackie czy Podgórze Sudeckie, pomimo bardzo dużej i zachęcającej różnorodnością sieci szlaków, turyści zaglądają bardzo rzadko. Poza tym, z natury rzeczy częściej bywa to kolarz niż piechur, a coraz większe zurbanizowanie Pogórza i asfaltowanie części jego szlaków ugruntowują całą niekorzystną tendencję.

Te kilka przemyśleń dotyka jedynie wielkiego problemu górskich szlaków. Dla kogo mamy utrzymywać ich sieć 11.000 km (w sensie szans bywania tam kogokolwiek)? Co jednak z drugiej strony stanie się ze wszystkimi mapami i przewodnikami, z całą bogatą literaturą  górską, gdy dla coraz większej ilości szlaków rozsądek będzie podsuwał jedynie słuszną decyzję o ich likwidacji?

Twierdzę zatem, że dla szlaków nadchodzą lata zdecydowanie „chude”, a sytuację tę zdają się wymuszać coraz większe problemy z uzyskaniem dostatecznych środków finansowych na konserwacje górskich ścieżek. Wiele szlaków czeka więc wyrok w postaci pozostawienia ich własnemu losowi. To przypomina powtórkę z niemieckiej okupacji, z tą różnicą, że w miejsce wojny i recesji szlaków zapoczątkowanej w 1939 roku nie mamy nie tylko okupacji, ale pełną demokrację.

© Wszelkie prawa zastrzezone     INTERAKTYWNA POLSKA
Webmaster: PROMEDIA