Strona główna / nr 1 (11) - ZIMA 2007 / MOJE GÓRY MOJE NARTY
    
NUMERY ARCHIWALNE
KONTAKT
GALERIA - ZDJĘCIA
WADOWICE
TATRY
GÓRY ŚWIĘTOKRZYSKIE
BESKIDY - JAN PAWEŁ II
BABIA GÓRA
GÓRY WYSOKIE
ROŚLINY I ZWIERZĘTA
LINKI
PROPOZYCJE WYCIECZEK
Noclegi Hotele
Wydawnictwa turystyczne
Samorząd Przewodników
polski
MOJE GÓRY MOJE NARTY

[ Tatry zdjęcia zima w górach Czerwone Wierchy ] [ Beskidy zimą Hala Rysianka, Lipowska 1 ] [ Beskidy zimą Hala Rysianka, Lipowska zdjęcia  galeria 2 ]
Moje góry, moje narty. Do dnia dzisiejszego pamiętam i często wspominam, pierwsze spotkanie z górami. Były to świąteczne dni Bożego Narodzenia, rok 1946. Piękna śnieżna zima, dzień krótki a Tatry widzę po raz pierwszy. Jest nas trzech harcerzy. Zakopane, Dworzec Kolejowy, chyba godzina 13-ta, a my z listem polecającym do Braci Albertynów na Kalatówkach.
Noc nadeszła szybko, już po ciemku wędrujemy do pustelni na zboczach Krokwi; dzisiaj wiem, że to wzniesienie zwane "Śpiącą Górą". Ciążą nam narty, poniemieckie, białe z zielonym wzdłużnym paskiem oraz wojskowe plecaki, z sierścią źrebaka na klapie, kijki bambusowe. Wszystko nam uwiera i przeszkadza. Do pustelni docieramy w zimowych ciemnościach. Zostajemy tu przez kilka grudniowych dni.
Pierwsze górskie wędrówki i pierwsze narciarskie zjazdy. Z pustelni Albertynów do drogi jezdnej dalej do Kuźnic lub na morenę albo do Suchego Kalackiego Żlebu. Więcej upadków aniżeli zjazdów.
Kwiecień. Wiosenne ciepło. Z Henrykiem, po latach został Instruktorem Wykładowcą PZN, idziemy Doliną Roztoki. Narciarski obóz wysokogórski w schronisku PTTK w Dolinie Pięciu Stawów Polskich. Szlak sympatyczny, śniegu dużo, słońce grzeje, ścieżka przetarta przez pieszych i narciarzy. Do schroniska podchodzimy stromą ścianką. Letni szlak przy Siklawie zimą jest niebezpieczny.
Już schronisko. Rządzą Krzeptowscy. Przywitania z kolegami i kadrą. Kierownictwo wyśmienite. Staszek Tatka, Marek Tarnowski i Zbyszek Rubinowski. Czeka nas dwa tygodnie wiosennych gór. W nocy i rankiem przymrozki, a w dzień błękitne niebo ale i dni chmurne i mgliste. Codziennie narciarskie zajęcia na okolicznych zboczach i ścianach. Najczęściej to Niedźwiedź, Kostury w Liptowskich Murach czy pod Szpiglasowym Wierchem.
Jednak najbardziej utkwił w mojej pamięci i najmocniej to przeżyłem, to Kozi Wierch (2291 m. n.p.m.). Pobudka i wymarsz o piątej rano. Idziemy tak wcześnie bo jest gwarancja, ze śnieg jest zmrożony i nie ma groźby zejścia lawin. Zakosami z nartami na plecach wspinamy się ostatnie 300 metrów na szczyt Koziego Wierchu. Jest 7.00 rano. W dobrej formie i w humorach podziwiamy w porannym słońcu cudowną panoramę otaczających nas szczytów. Żarty, najczęściej Staszka Woźnicy i "Prezesa" Jerzego Gawlika. Po krótki odpoczynku przypinamy narty i stromy zjazd. Grupa skrętami w kierunku schroniska, ja z pewnym lekiem ześlizgami i zwolnionymi skrętami obniżam swoja pozycję. Już jestem na letnim szlaku Zawrat - Pięć Stawów. Dołączam do grupy. Docieramy do schroniska. dopiero poranna toaleta i ciepłe śniadanie.
Tak mijały dni, zawiązywały się narciarskie przyjaźnie, wzrastało uznanie dla osobistej kultury i narciarskich umiejętności Staszka, Marka i Zbyszka. to najpiękniejsze wspomnienia z naszych wysokich gór.
Góry zimą w porannym wschodzie słońca i przy jego zachodzie są niepowtarzalne. Jest to mistyka gór.
Narciarski Rajd wysokogórski. Tatry, Kwiecień 1956r.
Ciepło. Śniegu nawet w nadmiarze. Pierwszy dzień Kuźnice, Hala Gąsienicowa. Słońce już mocno grzeje. Powoli posuwamy się na nartach doliną Jaworzynki, ale wyżej, z nartami na plecach, wspinamy się na Karczmisko w pełnym wiosennym słońcu. Sympatyczne towarzystwo i wspaniała opieka. Prowadzą nas Władek Wawrytko i Staszek Janik. Jesteśmy w Murowańcu. Nocujemy w "Trumnie" (poddasze) schroniska. Przed wieczorem jeszcze parę ślizgów na okolicznym zboczu. Wyżej Zielone Turnie.

Drugi dzień przez Zawrat do Pięciu Stawów. Podziwiamy w śnieżnej szacie Kościelec, Granaty, Żółtą Turnię. Po drodze mijamy pamiątkowy pomnik na miejscu śmierci w lawinie w 1909 roku Mieczysław Karłowicz. Powoli wspinamy się z nartami na plecach Zawratowym Żlebem, ale idziemy jego dnem, zupełnie inaczej jak wędrowałem latem. I już przełęcz 2159 m. Podziwiamy panoramę. widok oczarowuje wspaniałym otoczeniem szczytów. w lewo odchodzi Orla Perć, a prawo na Świnicę. Po odpoczynku zjeżdżamy małymi łukami do Dolinki pod Kołem, w dole zamarznięty Zadni Staw, a dalej obok Czarnego i Wielkiego stawu docieramy do Pięciostawiańskiego Schroniska PTTK.
Wspomnę przejście przez Czerwone Wierchy. Wędrówka na trasie rajdu. Etap ze schroniska na Kalatówkach do schroniska na Hali Kondratowej, a następnie trawersując zakosami na Przełęcz pod Kopą Kondracką, to 1863 m., z Kuźnic przeszło 850m w górę. Za chwilę, prosto z podejścia wspinamy się na Kopę Kondracka, tylko kilkanaście minut i jesteśmy na 2005m. Wokoło morze szczytów, wszystko w promieniach słońca, wszystko w bieli wiosennego śniegu. Widoki cudowne, radość życia, jesteśmy niewolnikami przyrody, jej piękna, a to wszystko dzięki Panu Twórcy. Ale dość zachwytów z podziwianej panoramy. Władek nawołuję do wymarszu i na krótki zjazd na Przełęcz Małołącką.
Za chwilę nowa wspinaczka na Małołączniak (2096m.). Trawers zakosami trwa prawie godzinę. Wysokość, ale i piękne widoki. tu warto być, tu warto żyć. Góry, góry zimą , są niepowtarzalne, tu łączy się błękit nieba z bielą śnieżnej pokrywy. Tu jest inny świat. Piękno i siła tej naszej ziemi. Tu docenia się wielkość Twórcy. Ale szczyty i piękno zostają za nami. Staszek i Władek, po świeżej pokrywie śniegu łagodnymi skrętami prowadzą nas na obniżenie do Litworowej Przełęczy, aby za chwilę wspiąć się na Krzesanicę. To 2122 m. nad poziomem morza. Nawet nie wiemy, że jesteśmy na najwyższym szczycie naszego rajdu.
Jeszcze zjazd, chyba na Mułową Przełecz i już jesteśmy na Ciemniaku, ze zboczy którego pięknymi łukami, na pewno troszkę nielegalnie, po (wtedy) czechosłowackiej stronie, przekraczając granicę, ale bezpiecznej, łagodnej trasie Doliny Tomanowej zjeżdżamy do doliny Kościeliskiej aby po długim zjeździe, po nierozjeżdżonym śniegu dojechać do schroniska PTTK na Hali Ornak. Jeden dzień w życiu. Piękno ziemi, gór, nieba. wielkość gór i świata, który nas otacza. Siła naszych nóg, ale i wielką sprawność naszych przewodników, Staszka i Władka. W schronisku kolacja, rozmowy i zasłużony odpoczynek.

  Następnego dnia psuje się pogoda. Wieje halny. Zmiana trasy. Z Ornaku wracamy na zakończenie rajdu na Kąlatówki Ścieżką nad Reglami. Nie jest to trasa narciarska. Dała mi więcej w kość aniżeli górskie szczyty i przełęcze. Wąsko, śnieg po kolana, narty, zaczepiają o gałęzie, trzeba lawirować pomiędzy obwisłymi gałęziami świerków. Raz w górę, raz w dół. Idziemy i zjeżdżamy przez Doliny : Miętusią, Małej Łąki, Strążyską, Białego i dopiero piękny ostatni zjazd Suchym Żlebem na Polanę Kalatówki.
    Uroczyste zakończenie rajdu zjeżdżają się narciarze z innych tras. Meldunki, przemówienia, dyplomy, uściski, opowieści i wspomnienia. Tylko jedna mała lawinka i jedna złamana noga. Trzeba pamiętać, że są to lata 50-te. Wiązania narciarskie starego typu. Langrimeny lub sprężynowe. Inne to pieśni przeszłości. Ale przyroda, piękno i siła gór, radosne, sympatyczne towarzystwo, nagradza wszelkie trudności, wszelkie słabości. Góry sa potężne, góry kochane, góry są nasze. Tylko trzeba je szanować, oddać im ich „wielkość”, która wymaga pokory.
    Każdego roku, jak przychodzą zimowe ferie dla młodzieży szkolnej, organizowałem obozy narciarskie. Szczyrk, Zakopane, Kalatówki, Jasna, Tatrzańska Łomnica to najczęściej miejsca obozów. Na młodzieżowych obozach narciarskich jest kilka ważnych spraw. Dobra kadra instruktorska, ale i dobra kadra wychowawcza, bezpieczny sprzęt i wypełnienie młodzieży czasu wolnego po narciarskich zajęciach ma śniegu. Z kadry instruktorskiej zawsze korzystałem wyśmienitej. Instruktorzy PZN, a często instruktorzy wykładowcy: Adam Markiel, Henryk Wenerski, Piotr Malinowski, Tadeusz Żaba, Piotr Gostyński, Kazimierz Zubek, Zygmunt Dulski, Krzysztof Sikorski, Ludwika Marczułajtis, Stanisław Sobczyk. Według moich długoletnich doświadczeń, problemem jest, przy organizacji obozów narciarskich dla młodzieży, nie kilkugodzinne szkolenie na nartach, nie tylko miła i doskonała kadra instruktorów, ale dobrze  zorganizowane zajęcia po nartach. Młodzież, oni są nie do „zdarcia”, bardzo często , już po obiedzie, po 15-tej czy 16-tej przychodzili do kierownictwa z prośbą o zgodę na jeszcze pojeżdżenie na wyciągu, na jeszcze kilka czy kilkanaście zjazdów. A jeśli było późno to chociaż spacer, wędrówka, zabawa, śnieżki, zjeżdżanie na sąsiedniej górce na pupie czy sankach. To siła, sprawność i potrzeba wyżycia się. Zawsze było jednak ich podnoszenie umiejętności narciarskich. Ostrzenie krawędzi, smarowanie nart, sprawdzenie wiązań. Ale i spotkanie z wybitnymi taternikami. Józek Olszewski, Piotr Malinowski czy Maciek Berbeka. Pokaz sprzętu wspinaczkowego, przegląd górskich przezroczy z wysokogórskich wypraw, upadki i zdobycze szczytów to były ciekawe opowieści. Jeszcze jedno wspomnienie. Takie dla rozweselenia. Skrzyczne. Jedziemy grupą trasa nr 22, „Kaskada”. Ja prowadzę. Na końcu Ala, absolwentka AWF, doświadczona narciarka. Jedziemy wężykiem. Przed nią śmiga najmniejszy z grupy, Olgierd. On nigdy nie trzymał poprawnie kijków. Nie używał pasków przy uchwytach.
    
Jedziemy w dolnej części trasami długimi skrętami, od bandy. W pewnym miejscu Ala widzi wbite w boczną bandę śniegu dwa kijki. Staje, wchodzi w grupę leśnych drzew, a tam ten najmniejszy Olgierd, który nie wyrobił się na zakręcie, wyniosło go na bandę trasy i wpadł do lasu, pozostawiając dwa kijki na bandzie, które zauważyła Ala, nota bene jego mama. Olgierd się wygrzebał z głębokiego śniegu i już z kijkami pod nadzorem mamy dojechał do Jaworzyny.
     Podam przykład jednego, wg mnie z najlepszych obozów narciarskich dla młodzieży. Było nas trzydzieścioro młodzieży w wieku 12-16 lat oraz dwóch instruktorów narciarskich, Henryk i ja. a zgrupowanie w Domu turysty PTTK w Krakowie. ferie szkolne, luty, w Tatrach śniegu jak na lekarstwo. A my posiadając własny autokar, każdego dnia po śniadaniu, o godzinie 9.00 wyjeżdżamy na narty. W Krakowie pada lub mżawka. Inne grupy siedzą z gitarami na schodach a nas czeka śnieżna przygoda. Jedziemy w Beskidy. Każdego dnia jesteśmy na innych wyciągach i na różnych zboczach Beskidów: Rdzawka, Śnieżnica, Szczawa, Maciejowa.

            Tam wszędzie śnieg, czynne wyciągi, ćwiczenia, zajęcia szkoleniowe, poznawanie różnych tras i nowych rejonów górskich. A inne zimowiska spędzają szare dni zimy, przerwy szkolnej, na bezmyślnym spędzaniu czasu. Ruch, sport, turystyka, rekreacja to samo zdrowie. Ale najważniejsze, że po obiadokolacji, w godzinach popołudniowych mogliśmy z młodzieżą zwiedzać Kraków, jego zabytki, muzea, galerie.
            Wystrzałowym, chyba niepowtarzalnym, było zaprowadzenie warszawskiej młodzieży do kultowego Teatru Starego na historyczny spektakl w reżyserii Andrzeja Wajdy „ Z biegiem lat, z biegiem dni” o wydarzeniach kulturalno-historycznych XIX wieku.
Prawie 5 godzinny spektakl nie każdy z młodych mógł wytrzymać. Ale jeszcze bardziej atrakcyjne było spotkanie z „Piwnicą Pod Baranami”. Piotr Skrzynecki i jego wyśmienita ekipa na pewno pozostała pamięci, pozostała w miłości do Krakowskich Twórców.
            Także zwiedzanie garderoby Ludwika Solskiego w Teatrze im, Słowackiego oraz obejrzenie spektaklu wg Żurka o Powstaniu Listopadowym.
            Reasumując moje 50 lat gór i 50 lat zimy, w tym jako przodownik turystyki narciarskiej PTTK, jako instruktor PZN i jako członek Stowarzyszenia Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN. są to dziesiątki dnia na nartach i dziesiątki przeszkolonych przeze mnie osób dorosłych i młodzieży oraz zarażenie ich bakcylem narciarstwa. Co widzę i wiem, że dzisiaj ich dzieci, ich wnuki każdej zimy są na stokach i szlakach górskich.

© Wszelkie prawa zastrzezone     INTERAKTYWNA POLSKA
Webmaster: PROMEDIA