Strona główna / nr 1 (11) - ZIMA 2007 / POCZĄTKI ARCHEOLOGII W POLSKICH KARPATACH
    
NUMERY ARCHIWALNE
KONTAKT
GALERIA - ZDJĘCIA
WADOWICE
TATRY
GÓRY ŚWIĘTOKRZYSKIE
BESKIDY - JAN PAWEŁ II
BABIA GÓRA
GÓRY WYSOKIE
ROŚLINY I ZWIERZĘTA
LINKI
PROPOZYCJE WYCIECZEK
Noclegi Hotele
Wydawnictwa turystyczne
Samorząd Przewodników
polski
POCZĄTKI ARCHEOLOGII W POLSKICH KARPATACH

Jest wiosna 1985 roku. W Jaskini Obłazowej w przełomie Białki na Podhalu trwają gorączkowe prace. Grupa archeologów cierpliwie przepłukuje szlam. Naukowcy wyposażeni w sita o oczkach różnej wielkości przypominają ludzi poszukujących złota. Nogi kostnieją od lodowatej wody spływającej z Tatr. Plecy są spalone od promieni słonecznych. Przez dłonie przechodzą kolejne tony osadów. Badania wykopaliskowe prowadzone są pod kierownictwem dr Pawła Valde - Nowaka z Instytutu Archeologii PAN. Rozpoczynając prace, archeolodzy nie wiedzą jeszcze, że znajdą w tym miejscu ślady człowieka sprzed 100 tys. lat. Że trafią na najstarszy na świecie bumerang. Że odkryją inwentarz paleolitycznego sanktuarium sprzed 30 tys. lat... Zanim jednak doszło do tych sensacyjnych w skali światowej odkryć, długo pokutowało przekonanie, że w Karpatach... nie ma czego szukać. Prof. Paweł Valde - Nowak próbuje wyjaśnić, dlaczego tak myślano.

Najpierw były grody

Absolutne prapoczątki archeologii w Karpatach to działalność wędrownych rysowników, krajoznawców i podróżników, takich jak Feliks Szczęsny Morawski, Jędrzej Stęczyński czy Walery Eliasz Radzikowski. Ci wielcy popularyzatorzy Tatr i Zakopanego wędrując po górach, starali się utrwalić i opisać piękno górskiego krajobrazu, zapierające dech w piersiach panoramy, szczyty niezwykłych kształtów. Swe artystyczne zachwyty i naukowe spostrzeżenia przelewali na papier. Kolejne kartki zapełniały się rysunkami zamków, szkicami fortec, malowidłami średniowiecznych ruin. Ich twórcy pewnie nawet nie przypuszczali, że oto z wędrowców stają się dokumentalistami, którzy tworzą niezwykle cenną dla przyszłych pokoleń ikonografię. To dzięki tym pierwszym górskim włóczęgom znamy stan wielu obiektów, potrafimy opisać, jak wyglądały w XIX wieku. To pierwsze, jakże romantyczne, zainteresowanie przeszłością ukierunkowane było na monumentalne dzieła obronne, głównie zamki, z czasem także grody i kurhany. Taki stan rzeczy będzie trwał bardzo długo, i znacząco wpłynie na rozwój badań archeologicznych. Po prostu mając tyle zamków i grodów na powierzchni naukowcy zapomnieli o tym, aby zajrzeć też pod ziemię...

Pojawia się jaskinia

Ważnym dla rozwoju badań archeologicznych w Karpatach jest epizod jaskiniowy i penetracja jaskini w Kopie Magury przez polskiego archeologa Gotfryda Ossowskiego, wielkiego badacza jaskiń Jury Krakowsko - Częstochowskiej. Jest rok 1886. Ossowski z ramienia Polskiej Akademii Nauk realizuje badania w jaskiniach Doliny Prądnika. W jednej z nich znajduje kości niedźwiedzia jaskiniowego. Przez pewien czas trwa dyskusja, czy odnalezione przedmioty nie są przypadkiem narzędziami zrobionymi z kości niedźwiedzia. Do odkrycia zabytków prehistorycznych nie dochodzi, ale podjęta przez Ossowskiego inicjatywa jest godna uwagi. Podobnie jak działalność Włodzimierza Demetrykiewicza, prof. Uniwersytetu Jagiellońskiego, który bada grody, drewniane fortece, głównie z epoki brązu lub początków epoki żelaza. Ciągle jednak zainteresowanie przeszłością oscyluje wokół monumentalnych budowli, widocznych efektów działania człowieka, jednym słowem czegoś, co widać w krajobrazie.
W okresie międzywojennym wiele dobrego dla rozwoju archeologii czyni prof. Józef Żurowski, prof. Uniwersytetu Jagiellońskiego i znakomity, prężnie działający konserwator archeologiczny na Małopolskę Zachodnią. Interesują go skarby z epoki brązu, wykonane ze stopu miedzi i cyny (brąz) różnego rodzaju ozdoby, np. naszyjniki, bransolety, a także narzędzia, np. siekiery, które już wtedy znajdowano zwłaszcza w dolinie Dunajca. Interesują go też luźne znaleziska z dawniejszych czasów - kamienne topory i siekiery neolityczne. Wielką zasługą profesora jest to, że swoje znaleziska skatalogował, naniósł na mapę, i próbował wyciągać na tej podstawie pewne wnioski. To był już taki bardziej nowoczesny zabieg analityczny. W 1951 roku prof. Andrzej Żaki zakłada Karpacką Stację Archeologiczną, szybko przekształconą w Karpacką Ekspedycję Archeologiczną. Osiem lat później powołuje do życia działający do dnia dzisiejszego rocznik Acta Archaelogia Carpathica.

Tu nie mogło być człowieka?

W dalszym jednak ciągu trudno mówić o wykształceniu się w archeologii jakiejś specjalizacji karpackiej czy górskiej. Badania wykopaliskowe nie są w Karpatach podejmowane. Wszystko dzieje się przy okazji wielkich odkryć dokonywanych gdzie indziej: na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej, na Wyżynie Małopolskiej, na terenach, gdzie co tu dużo mówić, łatwo można znaleźć wiele bardzo efektownych zabytków archeologicznych. W Karpatach jest zupełnie inaczej, z czego archeolodzy nie do końca zdają sobie jeszcze sprawę. Nie przypuszczają, że będzie tu modyfikacja środowiskowa, że człowiek inaczej zasiedlał ten obszar, że krócej tu bywał, że robił na tych terenach coś innego... Ciągle jeszcze wydaje się, że początki osadnictwa w Karpatach nie sięgają wcześniej, niż epoka brązu i czasy kultury łużyckiej. Dochodzi już co prawda do pierwszych, niewielkich jeszcze wykopalisk i nieśmiałych sondaży, ale siły ówczesnych ekspedycji są znikome, a wykopy bardzo małe, czasem o wymiarach 2m na 1m. Ważne jest to, że dokonywane są prace dokumentacyjne. Opinii, że Karpaty nie były we wcześniejszych epokach zasiedlane, sprzyja inne przekonanie - że miejscowe skały krzemionkowe nie mogły być eksploatowane, ponieważ złoża były potrzaskane tektonicznie. Ponadto popularna jest opinia, że karpackie jaskinie, zwłaszcza pienińskie, nie mają namulisk, które można by badać. Że jest to obszar górski, więc czas wegetacji jest krótki, zima długa, krótko mówiąc panują tu warunki trudne do egzystencji. Jednocześnie eksponowana jest rola erozji, która miałaby likwidować ślady bytności człowieka na tym terenie. Tym też próbuje się tłumaczyć fakt, że nie ma znalezisk starszych niż pojedyncze znaleziska neolityczne. Jednak w II połowie lat 70-tych dochodzi do wielkiego zaprzeczenia teoretycznego tym trzem hipotezom.
 

Problematyczny radiolaryt

Wychodząc z kilku przesłanek, m.in. materiałów znanych z Małopolski czy ze słowackiej części Karpat, wydawało się ze społeczności rozwijające się po obu stronach gór musiały mieć ze sobą ścisły kontakt. W związku z tym można zakładać, że ludzie przechodzili przez góry, że istniały transkarpackie korytarze. To pierwszy sygnał, który skłaniał do podjęcia badań poszukiwawczych metodą powierzchniową. Wcześniej ich  w górach nie robiono uważając, że nie mają szansy na powodzenie. Takie badania robi się wiosną i jesienią na świeżo zaoranych polach. Grupa archeologów lub odpowiednio przyuczonych osób idzie i przeszukuje to, co rolnik naruszył swoim pługiem lub motyką. Na powierzchni znajduje materiał często bardzo rozdrobniony, zniszczony, ale bardzo wymowny. Taka właśnie inicjatywa rozpoczęła się w 1976 roku. (Z czasem cała Polska została objęta akcją Archeologiczne Zdjęcie Polski, polegającą właśnie na specyficznie dokumentowanych badania powierzchniowych, ale akurat w przypadku tego j początkowego stadium badania Karpat AZP nie odegrało znaczącej roli).

Archeolodzy zaczynają sprawdzać, czy istniały szlaki komunikacyjne, czy osadnicy z obu stron Karpat kontaktowali się ze sobą, czy są ślady, które mogą to potwierdzić.

Próbują ocenić, czy rzeczywiście radiolaryty pienińskie nie mogły być użytkowane w epoce kamienia, czy te złoża rzeczywiście są takie popękane, i czy rzeczywiście nie są to dobrze łupliwe skały. W 1976 roku dochodzi do akcji zbierania prób geologicznych na terenie Pienin polskich.

Był to taki program badań geologicznych i petrograficznych na Akademii Górniczo - Hutniczej. Robiliśmy to w ramach koła naukowego. Chcieliśmy wyjaśnić, czy zabytki znane archeologom od wielu lat wykonane z radiolarytów (lub jak je wtedy nazywano z jaspisów radiolarytowych), i które znaleziono poza Karpatami (np. na ul. Spadzistej w Krakowie, w Borku Fałęckim, na Zwierzyńcu), nie są wykonane przypadkiem ze skał pochodzących z polskich Pienin. Powszechny był pogląd, że wytworzono je z radiolarytów z Karpat słowackich. Nasze badania nie wyjaśniły tego problemu do końca, ale podbudowały hipotezę, że sprawa jest jak najbardziej otwarta. Charakterystyka skał występujących w masywie Pienin, i tych o których wspominałem z rejonu Zakrzowa, czy Borku Fałęckiego, jest bardzo zbliżona. Było bardzo prawdopodobne, że znalezione przedmioty wykonano z radiolarytów z polskich Pienin. W czasie tych badań prowadzonych na AGH uchwycono, że radiolaryty polskie często pochodzą z dna osadów głębin morskich, z geosynkliny, która kiedyś w praoceanie Tetydy istniała. A więc te zabytki pochodzące z Podhala zrobione są często z dobrze przekrystalizowanych skał, które pochodzą właśnie z tych głębokich części basenu sedymentacyjnego. Krystalizacja poszła znacznie dalej niż w przypadku złóż słowackich i w efekcie skała jest przejrzysta i świetnie się łupie. Mamy więc pewien przełom.

Na polach pana Jana Borzęckiego

W tym samym roku na tarasie Dunajca na wysokim podciętym urwistym brzegu w miejscowości Sromowce Niżne na polach Jana Borzęckiego i innych rolników naukowcy zbierają kilkanaście artefaktów, zabytków wykonanych właśnie z radiolarytów o cechach radiolarytu pienińskiego. Te zabytki jak się wkrótce okazało, można datować na schyłkowy paleolit. W pierwszej chwili archeolodzy nie biorą w ogóle pod uwagę, że znalezione przedmioty mogą być zabytkami tak starymi, ale szybko dochodzi do prac wykopaliskowych. Trwają 3 lata. Okazuje się, że na tych polach ornych rozrzucone są zabytki ze schyłkowego paleolitu, i że znajdują się też głębiej w ziemi. Reprezentują myśliwych, rybaków, zbieraczy. Co więcej, można je odnosić do bardzo konkretnej kultury – kręgu kultur z tylczakami łykowymi i drapaczami tarnowiańskimi. Mówiąc inaczej, to kultura Federmesser – jej przewodnią formą są ostrza scyzorykowate, które tak naprawdę tworzyły zadziory, ostrza używane we włóczniach. Znaleźliśmy serię zadziorów i w sumie ponad 2 tys. odpadków po wytwarzaniu takich ostrzy. Także inne narzędzia: drapacze, rylce, cały zestaw typowy dla osad paleolitu schyłkowego został tutaj uchwycony.

Sromowce Niżne były pierwszym stanowiskiem paleolitycznym o większej liczbie informacji odkrytym w Karpatach polskich. Przy okazji zbierania radiolarytów, pięć kilometrów od Sromowców Niżnych, w górę rzeki, doszło do odkrycia obozowiska także ze schyłkowego paleolitu ale już innej ludności, tzw. kultury magdaleńskiej, swego rodzaju "arystokracji" epoki kamienia. Sytuacja topograficzna była niemal identyczna: wysoki urwisty brzeg, przełom rzeki, zapewne było tu łowisko ryb. Z czasem odkryto kolejne osady i mogliśmy mówić o dziesiątkach śladów. Wydawało się więc,  że początki osadnictwa sięgają rzeczywiście paleolitu schyłkowego. , czyli czasów ok. 11 tys. lat p.n.e. Dość szybko okazało się, że mamy tu reprezentację wszystkich ugrupowań, jakie występowały wówczas w tej części Europy. Pierwsza kultura to ludność magdaleńska, generalnie najstarsza, potem mamy fFedermesser, i trzecią kulturę z liściakami. To nie jest tak, że kultury następowały jedna po drugiej, one częściowo współwystępowały. Niektóre znalezione osady to wielkie obozowiska, inne są małymi skupiskami. Wiele z odkrytych punktów to pracownie obróbki radiolarytu pienińskiego. To pośredni dowód na to, że miejscowe złoża były eksploatowane. Okazało się, że mamy tu do czynienia z prowincją górniczo-pracowniczo-kopalnianą. Do dziś co prawda nie odkryto kopalni ale można śmiało o takiej prowincji mówić. Jest rok 1985. Badania rozwijają się dynamicznie, różne kwestie są dyskutowane, w różnych miejscach trwają wykopaliska. Śęłęólady obozowisk odkryto między innymi w Sromowcach Niżnych, Sromowcach-Kątach, później w Lipnicy Wielkiej, Dziale, Koniówce, Nowej Białej. ęłęóOkazało się, że Podhale było zagłębiem krzemieniarskim. Znalezienie wyrobów ludzkich z radiolarytu pienińskiego było wielkim zaskoczeniem i przełomem w głoszonych poglądach.

Równocześnie otwartą kwestią jest zasiedlenie jaskiń w Karpatach. Wspólnie z prof Stefanem Alekssandrowiczem w 1982 roku rozkopaliśmy jaskinię W Wąwozie Sobczańskim Dolnaą, znajdującą się 1,5 km w głąb masywu Pienin. Ta akcja zakończyła się negatywnym wynikiem, nic nie znleźliśmy. Być może powtórzenie tej akcji dzisiaj przyniosło by pozytywne efekty. ęłęóPo odkryciu obozowiska na polu Andrzeja Bednarczyka w Nowej Białej archeolodzy zainteresowali się także pobliską jaskinią Obłazową.

W końcu Obłazowa

Jest wiosna 1985 roku, kiedy przyjeżdżamy w to miejsce z konserwatorem przyrody, konserwatorem archeologicznym, zoologami. Oglądamy ten rezerwat przyrody, bo sama skała jest rezerwatem, i gdy mamy już odjechać, gdy już wiemy, że chcemy ją badać, decyzje są pozytywne, z przyzwyczajenia wchodzę jeszcze na pola orne. I tak dochodzi do odkrycia właśnie metoda powierzchniową stanowiska archeologicznego Nowa Biała 1. To przełomowy moment. Trafiam na zabytki z paleolitu, wiem już, że człowiek z paleolitu był w tym miejscu. Można śmiało zakładać, że wchodził do jaskini. Pytanie czy zostawił w niej ślady. A jeśli tak, czy zachowały się one do naszych czasów. Kilka miesięcy później zaczynamy wykopaliska na tym stanowisku otwartym, równocześnie badamy też jaskinię.

Najpierw robimy bardzo mały wykop. W pierwszym roku osiągamy głębokość 2 metrów i trafiamy na co najmniej trzy poziomy, wszystkie o cechach paleolitu i to nie schyłkowego, lecz górnego, czyli nieco starszego. Tym samym metryka osadnictwa w polskich Karpatach ulega przesunięciu o około 20 tys. lat. To kolejny przełom. Poza tym runął dogmat, że jaskinie pienińskie i w ogóle w Karpatach nie mają namulisk, że nie ma czego badać. My dochodzimy do 2 metrów, i ciągle jest materiał do badań, jest treść archeologiczna, paleozologiczna, geologiczna...

W kolejnym numerze „W Górach” prof. Paweł Valde - Nowak opowie nieco więcej o tajemnicach jaskini Obłazowej.

Zamki w Niedzicy i Czorsztynie. Wielcy popularyzatorzy i piewcy piękna gór pozostawili po sobie bogatą dokumentację w postaci szkiców panoram górskich i rysunków ruin. Długo poprzestawano na tym, co na powierzchni. Dopiero po wielu latach naukowcy zdecydowali się zajrzeć także pod ziemię. Rys. Bogusz Zygmunt Stęczyński.

Rys: Bogusz Zygmunt Stęczyński
© Wszelkie prawa zastrzezone     INTERAKTYWNA POLSKA
Webmaster: PROMEDIA