Strona główna / nr 1 (11) - ZIMA 2007 / BROAD PEAK - ŁAMANIE BARIER CZASU
    
NUMERY ARCHIWALNE
KONTAKT
GALERIA - ZDJĘCIA
WADOWICE
TATRY
GÓRY ŚWIĘTOKRZYSKIE
BESKIDY - JAN PAWEŁ II
BABIA GÓRA
GÓRY WYSOKIE
ROŚLINY I ZWIERZĘTA
LINKI
PROPOZYCJE WYCIECZEK
Noclegi Hotele
Wydawnictwa turystyczne
Samorząd Przewodników
polski
BROAD PEAK - ŁAMANIE BARIER CZASU

Broad Peak (8047 m), znany również pod nazwą Falchan Kangri (która w języku balti znaczy to samo, co po angielsku - "Szeroki Szczyt"), to jeden z czterech ośmiotysięczników Karakorum, usytuowanych w północnym otoczeniu lodowca Baltoro. Szczyt wznosi się na południowy wschód od K-2, od którego oddziela go lodowiec Godwin Austen i jego boczne odgałęzienia - First i Second West Falchan. Oprócz wierzchołka głównego, granicę 8000 m osiąga także kulminacja grani ciągnącej się ku północy i północnemu zachodowi, a więc w kierunku K-2; jest to wierzchołek środkowy, znany pod nazwą Broad Peak Middle. Jeszcze dalej na północ grań kulminuje w trzecim wierzchołku (7538 m). Na wschód od tej grani spływa lodowiec Wschodni Falchan, będący odnogą lodowca Gasherbrum, a na południowy-zachód - lodowiec Falchan (Broad Peak Glacier), łączący języki trzech mniejszych.
Grupę Baltoro Mustagh, stanowiącą najwyższe partie łańcucha Karakorum, znano już w XIX wieku w wyniku działań licznych wypraw rekonesansowych, pionierem których był geograf angielski H. Godwin Austen. Oczywiście największe zainteresowanie wzbudzał sąsiedni K-2, stąd pierwsze próby zdobycia Broad Peaku to dopiero czas po II wojnie światowej. Najbardziej zaawansowana była niemiecka próba wejścia na szczyt granią południowo-zachodnią, z lodowca Broad Peak, jesienią 1954 roku. Kierowana przez K. Herrligkoffera wyprawa musiała wycofać się z powodu silnych mrozów i gwałtownej wichury.
Szczyt został zdobyty zachodnią flanką 9 czerwca 1957 roku przez
 Austriaków Hermanna Buhla, Kurta Diembergera, Fritza
Winterstellera i Markusa Schmucka, kierownika wyprawy. Dzięki temu wejściu Hermann Buhl został drugim (po Szerpie Gyalzenie)
człowiekiem, który wszedł na dwa ośmiotysięczniki. Wkrótce po zejściu z Broad Peaku Buhl zaatakował jeszcze niedaleką Chogolisę (7654 m), gdzie w trakcie wycofywania się spadł, najprawdopodobniej z nawisem śnieżnym, ponosząc śmierć. Droga pierwszych zdobywców jest obecnie drogą klasyczną, ale jej pierwsze powtórzenie miało miejsce dopiero po 20-letniej przerwie.
Wierzchołek środkowy Broad Peak Middle (8016 m), został zdobyty 28 lipca 1975 roku przez uczestników polskiej wyprawy, kierowanej przez Janusza Fereńskiego (Kazimierz Głazek, Janusz Kuliś, Marek Kęsicki, Bohdan Nowaczyk i Andrzej Sikorski - trzej ostatni zginęli podczas dramaycznego zejścia ze szczytu). Było to pierwsze polskie wejście na szczyt ośmiotysięczny.
Tragedia wrocławian była dla mnie szczególnie bolesna - wszyscy jej uczestnicy to moi przyjaciele, a z Bohdanem Nowaczykiem przeżywałem radość pierwszego związania się liną.
W 1982 roku byli na szczycie, "w ramach aklimatyzacji", Wojciech Kurtyka i Jerzy Kukuczka, towarzyszący kobiecej wyprawie na K-2, kierowanej przez Wandę Rutkiewicz. Jednak do kronik himalajskich przeszło dopiero to, czego Wojtek z Jurkiem dokonali na tej górze w 1984 roku. Byliśmy wtedy na jednej wyprawie, lecz nasze cele były różne. Oprócz wspomnianych, byli ze mną Ryszard Pawłowski, Janusz Majer i Walenty Fiut. W połowie lipca Kurtyka z Kukuczką przetrawersowali w stylu alpejskim cały trójwierzchołkowy masyw, w większości nową drogą, wchodząc najpierw zachodnią granią na wierzchołek północny, potem główną granią na środkowy i główny, a dopiero w zejściu z tego ostatniego korzystali z drogi klasycznej. Broad Peak czekał na nową drogę 27 lat i doczekał się od razu drogi w wielkim stylu.
Po okresie aklimatyzacji, pewnej nocy wpadła mi do głowy myśl, aby zaatakować górę tak, aby wejść na szczyt i zejść do bazy w ciągu jednego dnia. Czułem, że mogę tego dokonać, choć - nie przeczę - pomysł mógł się wydawać szaleńczy. Nikt bowiem przede mną takiego nawet nie próbował. W dodatku postanowiłem zrobić to samotnie. Szczęśliwym dniem był 14 lipca 1984 roku. Media na całym świecie, żadne sensacji, odnotowały moje wejście jako wyjątkowy wyczyn – pierwsze w historii wejście na ośmiotysięcznik w jeden dzień.

            Faktycznie jednak wejście na szczyt z bazy położonej na wysokości 4950 m na lodowcu Godwin Austen wraz z zejściem zajęło mi 22 godziny 10 minut (od 0,20 do 22,30). Wyruszyłem zaraz po północy, przy pełni księżyca; było tak jasno, że nie musiałem sobie oświetlać drogi czołówką. Mróz był tęgi. Pomimo żwawego tempa marszu bardzo marzłem, nic nie pomagało masowanie stóp. Musiałem zatrzymać się i poczekać na słońce w obozie II. Straciłem w ten sposób dwie godziny, co nie wprawiało mnie w dobry humor. Wściekły ruszyłem ponownie, gdy tylko trochę odpocząłem i poczułem, że w słońcu, które tymczasem zaczęło oświetlać namiot, jest nieco cieplej. Z położonego wyżej obozu na szczyt wyruszyli tymczasem moi koledzy z wyprawy Walenty Fiut, Ryszard Pawłowski i Janusz Majer; kiedy więc dotarłem do niego, miałem nieco ułatwione zadanie: szedłem po ich śladach. Byli na wierzchołku o godzinie 15, potem zaczęli schodzić. Spotkałem ich pod szczytem, po czym sam wszedłem na wierzchołek. Była 4 po południu. Schodząc, dogoniłem kolegów, wymieniliśmy uwagi i pobiegłem dalej na dół, podczas gdy oni zatrzymali się na noc w obozie pośrednim. Do bazy dotarłem o 22,30.

            Początkowo celem naszej wyprawy było pokonanie dziewiczej jeszcze wtedy ściany południowej. W wyniku przeprowadzonego rekonesansu Jerzy Kukuczka z Wojtkiem Kurtyką ocenili trudności techniczne oraz niebezpieczeństwo w postaci spadających kamieni za zbyt duże. Zapadła decyzja o odstąpieniu od tego pomysłu i przeniesieniu naszej akcji na ścianę zachodnią, czyli drogę normalną, gdzie mieliśmy zabezpieczać trawersujących od północy kolegów. Chciałem – w takim razie – zaatakować ścianę w oryginalny sposób. Skoro nie dana mi była ściana dziewicza, pragnąłem zrobić przynajmniej coś nowego. I udało się.

            Na Broad Peaku uwierzyłem, że potrafię wejść na ośmiotysięczny szczyt i zejść z niego w ciągu jednego dnia. Miało to dla mnie oczywiście znaczenie czysto sportowe. Czyni mi się zresztą z tego zarzut: że w górach powinno się być dla przyjemności, dla przeżywania emocji, że „wbieganie” jest jakby przeciwieństwem tego, po co idziemy – wszak robimy to dla przeżyć estetycznych. Fakt: Gdzie miejsce na przeżycia estetyczne, kiedy biegniesz, z zalanymi potem oczyma osiągasz wierzchołek góry, z którego w dodatku nieraz nic nie widzisz, po czym zaraz zbiegasz w dół?

 
© Wszelkie prawa zastrzezone     INTERAKTYWNA POLSKA
Webmaster: PROMEDIA