Strona główna / nr 1 (11) - ZIMA 2007 / POWROTY
    
NUMERY ARCHIWALNE
KONTAKT
GALERIA - ZDJĘCIA
WADOWICE
TATRY
GÓRY ŚWIĘTOKRZYSKIE
BESKIDY - JAN PAWEŁ II
BABIA GÓRA
GÓRY WYSOKIE
ROŚLINY I ZWIERZĘTA
LINKI
PROPOZYCJE WYCIECZEK
Noclegi Hotele
Wydawnictwa turystyczne
Samorząd Przewodników
polski
POWROTY


Normalni tu nie przyjeżdżają

Wyobraź sobie taką sytuację. Od dawna kręci Cię myśl o wspinaczce lodowej. Buszujesz w Internecie, wybierasz sprzęt, trafiasz na info o Słowackim Raju, który kusi już samą swoją nazwą. Wreszcie piszesz maila, bierzesz zimą kilka dni urlopu i przyjeżdżasz do Zakopanego. Masz zarezerwowane noclegi, z dworca zapewniony transport na Słowację. Przyjeżdżasz i widzisz Jezusa w leciwym maluchu bez świateł i czujesz, że właśnie zaczyna się Twoja przygoda.
Podróż po oblodzonych drogach, w pozycji embrionalnej na tylnym siedzeniu, z nosem wciśniętym we własny plecak, przygotowuje Cię do dalszych atrakcji. Masz dużo szczęścia, jeśli będąc słusznej postury, siądziesz za miejscem dla pilota, bo właśnie możesz wyciągnąć nogi w przestrzeń po przednim fotelu. Jesteś przecież gościem po przejściach, rzadziej kobietą, więc nie dasz się zaskoczyć. W Betlanowcach czeka Cię miła niespodzianka, przytulny pokoik, ciepły prysznic na dzień dobry i zimny rum na dobry wieczór. A w ogóle lodowy raj na co dzień, trochę adrenalinki, trochę wysiłku i poznanie kilku ludzi normalnych inaczej, bo przecież inni tu nie przyjeżdżają.

Dzień I

Podążam w górę Suchą Belą, korytem rzeki. Śniegi otulające drzewa i mostki ponad wodą nie robią już na mnie wrażenia tak jak dawniej. Chłonę ciszę i biel. I cieszę się, że jestem tu i teraz. Polewa lodowa skuwająca ściany wąwozu przywołuje uśmiech na twarzy.
- Będzie się po czym wspinać!
Szybko przechodzimy Lodospad Węgierski i idziemy dalej. Zza zakrętu ciekawie wygląda na drogę Lodospad Boczny. Skromnie zaprasza do siebie. Idziemy jednak wyżej, do Alka i jego kursantów. Jakże inne od tego sprzed dwóch lat było nasze wczorajsze spotkanie. Na powitanie oboje zareagowaliśmy wielkim zdziwieniem. Alek aż cofnął się, widząc zamiast słodkiej blondynki mocnego rudzielca. Chwilę uważnie mi się przyglądał, po czym powiedział:
- Jesteś stromokot, czyli wiewiórka.
Ja widząc go w długich, zaczesanych do tyłu piórach, z jeszcze bardziej siwą brodą, krzyknęłam:
- Jezusie!
A wieczorem, w przerwie pomiędzy drinkami, wymienialiśmy się uwagami na temat wiązania kucyków.

Zmaganie z wodnym żywiołem tradycyjnie zaczynamy od rozgrzewki na wędce. Zaczepiona o lód żelaznymi ostrzami nagle odpadam. Wyjeżdża mi lewy czekan, gdy robię wymach prawym:
- Blok! - krzyczę zdziwiona.
Stachu wyłapuje mnie szybko. Lekkie wahnięcie i obijam sobie trochę prawe ramię. Dopiero teraz zauważam, że ostrze lewej dziabki jest lekko ścięte. Widocznie wczoraj zahaczyłam nią gdzieś o skałę. Chwilę walczę jeszcze na soplu, ale włącza się telegraf, ręce bułują, więc w dół. Zjeżdżając z uśmiechem mówię do Stacha:
- Teraz wiem, że mogę się z tobą wspinać!
- No ładnie! Po trzech latach wspólnej wspinaczki?
- Wcześniej nie udało mi się odpaść.
Poniżej reszty grupy stoi Człowiek-Płomień. W jego twarzy widać żar i zgliszcza po dramatycznym wypadku samochodowym, o którym wczoraj opowiadał nam tak, że płakaliśmy ze śmiechu. A teraz, stojąc na śnieżnej platformie, pyta mnie słodkim głosem:
- Wiesz, zagapiłem się i nie widziałem jak odpadłaś, czy mogłabyś powtórzyć?
- ?? - w odpowiedzi robię okrągłe oczy i wyginam łuki brwiowe w dwa znaki zapytania.
- Ja bardzo lubię latać - dodaje wówczas z tajemniczym uśmiechem. 

Dzień II

Znów w Suchej Beli, na wędce, walcząc z własną słabością. Nie mam dzisiaj pary. Ali krzyczy do mnie z dołu:

- Wyobraź sobie jakiegoś wroga i przywal w ten lód!

- No, właśnie wybaczyłam wszystkim wrogom! – odkrzykuję.

W odpowiedzi słyszę chóralny śmiech, chociaż powiedziałam prawdę.

Po powrocie do domku czas na ciepłą kąpiel. Aby pożegnać się z kursantami Alka szybko wyskakuję spod prysznica. Wymiana buziaków i grzeczności. Na odjezdne Kobieta-Trójkąt o wyraźnie zarysowanych bicepsach i tricepsach, o jakich marzy  niejeden łojant,  mówi do mnie:

- I niech ci buła rośnie! 

- Nawzajem - odpowiadam lekko „podbułowana”.

Dzień III

Droga do Obrovskiego Kotła wydaje się wyjątkowo przyjemna. Idę przez las, stale pod górkę. Jej zaletą jest to, że z powrotem też jest pod górkę. Na koniec przeciskam się przez wąskie gardło skałek, na oblodzonych stopniach, ponad kipielą rwącej rzeki. Z mostu rozciągają się widoki na skuty lodem wodospad i dolinkę, do której zaraz będę zjeżdżać na linie. Zakładam uprząż, raki i kask, i zjazd w dół do trawersu na metalową drabinkę.

Z dołu „brygada samobójców” z Wadowic podchodzi do Lodospadu Bocznego Y i napiera żywcem na lód. Idziemy jeszcze wyżej, do Bocznego X, gdzie tym razem jest tłoczno. Korzystając z uprzejmości Krakusów,  wchodzimy po ich linie w zacisze lodospadu znajdującego się powyżej, nietkniętego jeszcze żadnymi rakami. Śnieżnobiałe kalafiory przykuwają mój wzrok i obiektyw aparatu. Za chwilę popsujemy to misterne arcydzieło Matki Natury. Pośrodku lodospadu, ponad kalafiorami widnieją organy. Te sople długie na metr lub półtora otaczają przestrzeń wody lejącej się po skale jakąś wewnętrzną rynną. Przypadkowo strącony tam kawałek lodu z dudnieniem spada do wnętrza, aż do podstawy zamarzniętego wodospadu, dźwięcznym gongiem kończąc swoją pieśń. Ciarki przeszywają mnie na myśl o wpadnięciu tam, pod lód.

Jeszcze trochę wspinaczki, kilka zjazdów, potem małpowanie do mostku i znów pnę się pod górę, do gościnnego domku. Z leśnej ścieżki ktoś uprzątnął zwłoki kozicy. Skrzyżowane piszczele, wydarta sierść i łypiące jedno oko bez powieki wykręcały twarz w geście odrazy. Leżała tam przedtem na środku drogi, jakby tworząc jakiś znak ostrzegawczy.

Zamykając dzień, idę leśną ścieżką, podziwiam śnieżnobiałe świerki  i rozmyślam:

- Powroty zawsze cieszą - do gór, przyjaciół, do zakwasów, do przestrzeni i wiatru, i jeszcze do poczucia własnej miary, wielkości lub słabości. Tak czy inaczej, zawsze jest coś, co można poprawić.

© Wszelkie prawa zastrzezone     INTERAKTYWNA POLSKA
Webmaster: PROMEDIA