Strona główna / nr 3 (13) - LATO 2007 / Annapurna
    
NUMERY ARCHIWALNE
KONTAKT
GALERIA - ZDJĘCIA
WADOWICE
TATRY
GÓRY ŚWIĘTOKRZYSKIE
BESKIDY - JAN PAWEŁ II
BABIA GÓRA
GÓRY WYSOKIE
ROŚLINY I ZWIERZĘTA
LINKI
PROPOZYCJE WYCIECZEK
Noclegi Hotele
Wydawnictwa turystyczne
Samorząd Przewodników
polski
Annapurna


Urodziłem się w roku zdobycia przez człowieka pierwszego ośmiotysięcznika - Annapurny (8081 m). Olbrzymia ta góra znajduje się w Himalajach Centralnych, Centralnych Nepalu, w rejonie doliny Kali Gendaki, przez którą sąsiaduje z Dhaulagiri. Od północy stoki góry stanowią część wielkiego kotła górskiego, Sanktuarium Północnego, zamkniętego od wschodu tzw. Wielką Barierą, a od północy i zachodu granią Nilgiri. Z Sanktuarium Północnego wypływa potok Miristi Khola, którego łożysko tworzy niedostępny kanion. Od południa znajduje się nieco mniejszy, choć równie trudno dostępny cyrk lodowcowy, nazywany niekiedy Sanktuarium Południowym, którego najwybitniejszy, imponujący fragment stanowi południowa ściana Annapurny, wysoka na 2600 m, jedna z najwspanialszych ścian świata.
Historia zdobywania tej góry jest krótka, właściwie udało się "od pierwszego strzału" - nie było na niej, jak choćby w przypadku Everestu, wieloletnich prób - zdobyła ją pierwsza wyprawa, jaka się tam pojawiła. Początkowo jej cel był inny: zamierzano zdobyć nieco wyższego sąsiada Annapurny - Dhaulagiri. Dopiero gdy plan się nie powiódł, alpiniści francuscy, bo oni to mieli zostać zdobywcami, zainteresowali się Annapurną. W wyniku żmudnej walki całego zespołu i pomocy licznych tragarzy 3 czerwca 1950 roku na wierzchołku Annapurny stanęli Maurice Herzog i Louis Lachenal. Droga zdobywców prowadziła z wnętrza Południowego Sanktuarium lewą częścią ściany północnej, poprzez pola lodowe ku łatwiejszym polom podszczytowym i dalej ku południowemu zachodowi na wierzchołek. Zwycięstwo Francuzów zostało drogo okupione: w wyniku odmrożeń, kierownikowi wyprawy Herzogowi, trzeba było amputować palce dłoni, a Lachelowi palce stóp. Ale i tak była to jedna z nielicznych gór zdobytych względnie małym kosztem - bez ofiar śmiertelnych. Nie znaczy to wcale, że jest to góra bezpieczna, przeciwnie, uchodzi za szczególnie niebezpieczną, głównie z powodu często zdarzających się złych warunków atmosferycznych, obfitych opadów śniegu i ogromnych lawin. W okresie od pierwszego wejścia Francuzów tylko do czasu zimowego wejścia Jerzego Kukuczki, góra pochłonęła łącznie 34 ofiary śmiertelne, a były potem niestety dalsze.
Następni ludzie pojawili się na szczycie dopiero po dwudziestoletniej przerwie. Trzecie wejście, dokonane lewym filarem południowej ściany 27 maja 1970 roku, stanowiło milowy krok w dziejach himalaizmu sportowego. Wyprawa brytyjska kierowana przez Chrisa Boningtona, podczas której na szczyt weszli Dougal Haston i Don Whillans, przewyższała znacznie wszystko, co pokonywano wcześniej. W ciągu jednego dnia, przy dużych trudnościach i silnym wietrze, dwójka Anglików pokonała 750 końcowych metrów różnicy poziomów poziomów obozu VI na szczyt bez użycia tlenu. W ten sposób przełamali oni barierę psychiczną, jaką stanowiło przekonanie, że tylko intensywne używanie tlenu pozwala pokonać znaczne trudności techniczne na bardzo dużych wysokościach. Doświadczenie tej wyprawy, mądrze prowadzonej wedle zasad taktyki oblężniczej, miały ogromne znaczenie dla następnych ekspedycji na ściany ośmiotysięczników.
Później miały miejsce liczne powtórzenia, poprowadzono kilka nowych dróg. Spośród tych ostatnich warto przypomnieć drugie wejście na wierzchołek 8051 m, leżący na wschód od głównego, dokonane nową drogą, prawym filarem południowej ściany przez Macieja Berbekę i Bogusława Probulskiego 23 maja 1981 roku. Środkowy filar tej ściany pokonali w tym samym roku Japończycy pod wodzą H. Yoshino. Warto wymienić jeszcze drogę Messnera od północnego zachodu i zachodnią granią (1985), oraz drogę polską, poprowadzoną skrajnym żebrem na wschodnią grań i nią na wschodni wierzchołek Annapurny (8010 m) przez Jerzego Kukuczkę i Artura Hajzera 13 października 1988 roku.
Annapurna była pierwszym ośmiotysięcznikiem zdobytym przez człowieka, a moim dopiero ósmym. W jej rejonie pojawiłem się już podczas mojego pierwszego pobytu w Himalajach. Himalajach 1979 roku dołączyłem z Marianem Piekutowskim do wyprawy jeleniogórskiej na Modi Peak, czyli Annapurnę Południową (7219 m). "Zrobiliśmy" wtedy z Kazimierzem Śmieszko i Zbigniewem Czyżewskim jej kompletnie nietkniętą zachodnią ścianę, stromą i bardzo trudną, w stylu alpejskim. Podczas tej mojej pierwszej wyprawy zdarzyły się niestety tragedie - zginęło trzech ludzi.
Pierwszy raz na główny wierzchołek Annapurny próbowałem wejść zimą 1987 roku, kiedy to Jurek Kukuczka w wielkim stylu zdobywał (z Arturem Hajzerem) swój trzynasty szczyt w "koronie". Wycofałem się wtedy jednak z wysokości 6800 m, aby towarzyszyć w zejściu chorej na zapalenie oskrzeli Wandzie Rutkiewicz i żeby tym samym stworzyć szansę Jurkowi, który formalnie był z nią w zespole. On już doganiał Reinholda Messnera, a ja nie kolekcjonowałem jeszcze ośmiotysięczników. Zacząłem o tym myśleć dopiero po moim dziesiątym, głównie pod presją mediów, środowiska i przyjaciół.
Cztery lata później, jesienią 1991 roku, kierowałem międzynarodową wyprawą na wielką i piękną południową ścianę Annapurny. Zamierzaliśmy wejść jedną z trzech dróg: brytyjską, japońską, względnie wytyczyć pomiędzy nimi nową, naszą. 11 września założyliśmy bazę u podnóża lodowca na wysokości 4300 m, skąd było jeszcze niestety dość daleko do podstawy ściany. Po wstępnym rekonesansie zdecydowaliśmy się na drogę Brytyjczyków, wiodącą filarem południowej ściany, ograniczającym ją z prawej strony. W trakcie okresu aklimatyzacyjnego założyliśmy trzy obozy, najwyższy około 700 m poniżej wierzchołka. Początkowo chciałem spróbować wejścia solowego w jeden dzień, jednak 10 października popsuła się pogoda, zaczęło mocno wiać i musieliśmy przerwać akcję. Gdy wiatr nieco osłabł, postanowiliśmy spróbować ponownie. 21 października ruszyłem z obozu II na wysokości 6800 m. Czułem, że nawet z tak nisko położonego obozu jestem w stanie atakować szczyt. Wiedziałem, że większe trudności techniczne rozpoczynają się gdzieś na 7600 m. Po drodze dogoniłem Bogdana Stefko, który tego dnia wyszedł z najwyższego obozu i razem dotarliśmy na wierzchołek. Pokonanie 6800 - 8100 zajęło mi 9 godzin. Za nami działała pozostała szóstka uczestników, uczestników tym Wanda Rutkiewicz i Ingrid Bayens, które były pierwszymi kobietami atakującym górę od południa. W ciągu dwóch dni wszyscy dotarli na szczyt. Jako trzecia z kolei wyprawa uporaliśmy się z ową pamiętną drogą ekipy Boningtona z 1970 roku. W okresie ponad 20 lat od tej wyprawy nastąpił ogromny postęp we wspinaniu; gdy z tej perspektywy oceniać przejście Brytyjczyków, wydawać się ono może niemal nieprawdopodobne.
 
© Wszelkie prawa zastrzezone     INTERAKTYWNA POLSKA
Webmaster: PROMEDIA