Strona główna / BESKIDY - JAN PAWEŁ II / Beskidy przewodnik / Tragedie Beskidzkie
    
NUMERY ARCHIWALNE
KONTAKT
GALERIA - ZDJĘCIA
WADOWICE
TATRY
GÓRY ŚWIĘTOKRZYSKIE
BESKIDY - JAN PAWEŁ II
BABIA GÓRA
GÓRY WYSOKIE
ROŚLINY I ZWIERZĘTA
LINKI
PROPOZYCJE WYCIECZEK
Noclegi Hotele
Wydawnictwa turystyczne
Samorząd Przewodników
polski
Akcja GOPR w Beskidach

Nikwax 1  ] [ Nikwax 2  ]

HISTORIA KRÓTKIEJ NOTATKI                       

Janusz Jędrygas  Przewodnik Beskidzki Tatrzański    

 

             "10 luty 1986 r. godz.22,15 GOPR zostaje powiadomiony o zasłabnięciu turystki na szlaku czerwonym z Przełęczy Kocierkiej na Leskowiec. Do poszkodowanej wyruszyło dwóch ratowników. Po dotarciu do turystki, która była wyczerpana i nie miała sił iść dalej- podano środki wzmacniające /herbata/, przebranie w suche ciuchy, wraz z pozostałymi uczestnikami wycieczki wyrusza do schroniska. Zakończono o 23,45. Warunki: kilkanaście stopni mrozu, ok. 1m. nieprzetartego śniegu, mgła. Przyczyna - późno, w ciemności wyruszono z chatki pod Potrójną.

             Pięć krótkich lakonicznych zdań. Ratownicy górscy nie mają w zwyczaju rozpisywać się na temat swoich akcji. Tym bardziej nie mają w zwyczaju pytać czy iść z pomocą. Prawie 100 lat temu pierwszy zastępca naczelnika Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego - Klimek Bachleda powiedział: "mus iść mus człowieka ratować" - poszedł i zginął w ścianie Małego Jaworowego Szczytu.

              "14 luty 1986 r. godz. 3,30. Wyczerpany turysta nie może iść dalej na czerwonym szlaku. Dwóch ratowników wyrusza....

               Kilka krótkich zdań. Wyobraźmy sobie ciepłe górskie schronisko Pod Leskowcem w Beskidzie Małym w którym spali sobie w najlepsze ludzie, gdy przyszło do nich wołanie o pomoc. W taką noc na polu szalała zamieć śnieżna. Poszli spokojnie spać z myślą jak dobrze być w zacisznym schronisku. Dziś nie znajdzie się nikt, aby w taką pogodę pójść w góry – nawet w te „Kapusciane góry” – Beskidy.

Nagle wibrujący dziwię dzwonka wyrywa dyżurnego ze snu. Jeszcze nie wie czy to sen może dzwoni do niego dziewczyna, narzeczona. Nie to nie sen – może któryś z kolegów chce zrobić dowcip. W słuchawce telefonu głos oznajmia; Na czerwonym szlaku w Beskidzie Małym turysta zakopał się w śniegu. Nie może się ruszyć.

W środku tego słodkiego snu oczy otwierają się. Myśl goni w szalonym tempie. Mus wstawać, mus iść człowieka ratować. Trzeba ubrać ciężkie zimne buty, polar, zimną kurtkę co dopiero odtajałą po całodziennym dyżurze i w drogę - bo tam ktoś czeka, ktoś kto nie pomyślał że z górami nie ma żartów. Zima jest krótki dzień zmrok zapada wcześnie w Beskidach na szlaku. Na polanach jest jeszcze jasno, a w lesie już ćma, że oko wykol. Trzeba wyjść wcześnie, zabrać z sobą herbatę w termosie, ciepłą odzież, latarkę. Zabrać z sobą wyobraźnię i rozsądek, który doprowadzi go do celu.

               Światło latarek z trudem przebija się przez wirujące w ciemnościach płatki śniegu. Jeszcze kilka godzin temu przetarty szlak, zamienił się teraz w bezkształtną śnieżną pustać, z której od czasu do czasu wyłaniają się przygięte pod ciężarem śniegu krzaki i mniejsze drzewa. Wreszcie las. Szlak odcina się od ciemnej ściany lasu jaśniejszą wstęgą. Można przyspieszyć i tak szybkie tempo marszu. Pot zaczyna wychodzić na czoło. Kłęby pary unoszą się dookoła.

Grupa ratowników wychodzi na polanę. Wiatr jakby czekał na nich, jakby czekał na tę chwilę. Uderza w twarze, wciska śnieżny puch pod kaptur, zakleja oczy. Trzeba iść na pamięć, jeszcze trochę pod górę i w dół do granicy lasu. Ten sam wiatr, który daje w górach wolność i siłę, dziś każe z sobą walczyć. Te same góry, przez które chodzili z rozkoszą wiele razy, dziś bronią dostępu śmiałkom chcącym odebrać należną im daninę od turystów którzy nieopatrznie zapędzili się w Beskidy.

                    Wielokrotne nawoływania w końcu przynoszą efekt. Gdzieś z ciemności dobiega niewyraźny głos. Grupka młodych turystów wychodzi z trudem spod skał naprzeciw zbliżającym się światełkom latarek. Ania i Janek na co dzień studenci ekonomii z celującymi ocenami nie mają nawet sił wstać z miejsca. Ratownicy podchodzą do nich, światło na moment pada na twarz dziewczyny. W jej oczach błyskają iskierki nadziei gdy patrzy na wyłaniające się z ciemności postacie, nadal czai się niedowierzanie że to już koniec niebezpiecznej przygody.

Kilka pytań o stan zdrowia, na szczęście to "tylko" wyczerpanie i wyziębienie. Ratownicy podają im gorącą herbatę - ten słodki smak długo będą pamiętać. Jeszcze tylko jakieś cukierki z glukozą i w drogę. Powrót do schroniska odbywał się w dużo lepszej atmosferze. Jedni mieli już za sobą niepewność poszukiwań, drudzy zostawili za sobą obawę o swój los, nawet wiatr jakby zrezygnował ze swej zdobyczy i przycichł.

Po półtorej godzinie marszu rozlega się szczekanie psa, ukazują się światła schroniska. Kudłata postać pędzi wielkimi susami, poznaje znajomych goprowców i łasi się do nich. W ciepłym schronisku znów gości radość.

                      Kierownik wyprawy ratunkowej zasiada z stołem, otwiera księgę, notuje kilka krótkich zdań....Zakończono o 6.30 

 

  Notatki udostępnił kierownik wadowickiej sekcji GOPR Piotr Asman                                 

 

  • © Wszelkie prawa zastrzezone     INTERAKTYWNA POLSKA
    Webmaster: PROMEDIA