Strona główna / nr 3 (5) - LATO 2005 / KOZI KIERDEL
    
NUMERY ARCHIWALNE
KONTAKT
GALERIA - ZDJĘCIA
WADOWICE
TATRY
GÓRY ŚWIĘTOKRZYSKIE
BESKIDY - JAN PAWEŁ II
BABIA GÓRA
GÓRY WYSOKIE
ROŚLINY I ZWIERZĘTA
LINKI
PROPOZYCJE WYCIECZEK
Noclegi Hotele
Wydawnictwa turystyczne
Samorząd Przewodników
polski
Kozi Kierdel


Tatry Morskie Oko zdjęcia galeria

Tatry Dolina Białej Wody zdjęcia galeria I

Tatry Dolina Białej Wody zdjęcia galeria II

Szlak na Halę Gąsienicową zdjęcia galeria

Tatry Czerwone Wierchy zdjęcia galeria
Kozi Kierdel
Tatry w liczbach, tatrzańskie naj, naj zobacz >>>>

Dr inż. Wojciech Gąsienica Byrcyn

tatry - kozi kierdel

Nadchodziła pełnia górskiego lata. Ogrzane skaty, pylące rośliny, woń i barwy kwiecia odurzały, sprowadzały rozkoszną niemoc. Wydawało się, że ten czas będzie trwał i trwał. Nawet wiatr ciągnący od dolin był inny, niósł zapach kosówkowej i smrekowej żywicy, muskał ciepłem. Padający deszcz kąpał ożywczo, nasączał kolory głębszym odcieniem. W zagłębieniach zielonych liści przywrotników, w ich szparkach zalegały kropelki podobne do rosy. Wysoko na Przełęczy Liliowe, gdzie zawsze brakowało wody, stanowiły prawdziwy skarb dla spragnionych zwierząt. Nawet ptaki spijały krople wysrebrzone odbijającymi się w nich chmurami.

Przywrotniki, czyli gęsiorki były najbardziej poszukiwane przez karmiące samice. Łapczywie zjadały całe rośliny nawet z korzeniami, gdyż wpływały korzystnie na ich mleczność. Młode naśladowały matki w kosztowaniu zasobów halnego ogrodu. Wąchały zgryzione przez dorosłych rośliny, skubały miękkie ich części, po czym wypluwały z niesmakiem. Najbardziej lubiły zlizywać krople, poszukiwały ich zapominając o bezpieczeństwie.

Nagle ciemna chmura zasłoniła słońce i przerwała żerowanie kozic. Dorosłe, jakby zmówiły się i wszystkie naraz ruszyły spod Przełęczy wprost nad Litworowy Staw. Biegły miękkimi halnymi łąkami w jednym rzędzie - bokiem, lub odwracając się i równając z pierwszymi. Na niewielkim wapiennym wzniesieniu chwilę tylko przystanęły, oczekując na spóźnione. Następnie stare kozy pozorując ucieczkę przed niebezpieczeństwem, znów ruszyły pędem -prosto, zakosami, przeskakiwały nad skałami albo krzewami kosówki, płynęły wśród tanów halnych, znacząc zakola czarnymi pręgami grzbietów.

Litworowy Staw zagrodził im drogę. Dwie młode koziczki, trzymające się teraz razem, ostatnie dołączyły do kierdela. Zdziwił je widok matki stojącej w głębokiej wodzie. Pobekując nad brzegiem jeziora, nie odważyły się zwilżyć nawet ratek. Tymczasem dorosłe kozy moczyły z przyjemnością podbrzusza, zady, a nawet pyski, po czym otrząsały z wody schłodzone ciała. Nagle, Licówka potknęła się na nierówności dna i zanurzyła cała, po czym zaczęła płynąć do brzegu. Wszystkie pozostałe kozice natychmiast przerwały kąpiel.

Sitowie grało na swoich strunach, sierść otrząsających się kóz lekko poruszała powietrze, a akompaniowało im parskanie starych oraz delikatne pobekiwanie koźląt; miarowo bębnił opadający z głazów strumień. Wszystko to składało się na czarowną muzykę natury. Chwilami w melodię wkradały się ostre głosy dochodzące z pobliskiej kolonii świstaczej. Doskonałą czujność tych gryzoni wykorzystały kozice i w obrębie ich ostoi oddały się południowej drzemce.

Ponieważ coraz szybciej napływające chmury zwiastowały zmianę pogody, przedwieczorne żerowanie kozic zostało przedłużone. Ostatecznie skończyły jeść, gdy pierwsze krople deszczu spadły na ziemię. Skały Skrajnej Turni osłaniały nieco od razów wzmagającej się ulewy. Cały kierdel skupił się i zaległ w jednym ze żlebów. Dno jaru wypełniał walący gwałtownie potok. Obudzone ulewą siklawy poczęły gnać w dół ze wzmożoną siłą. Zwierzęta jeszcze bardziej przywarły do siebie, otaczając stojące w środku najsłabsze i najmłodsze koźlęta. Stare uspakajały je, odpowiadając na ich pobekiwanie spokojnym, choć trochę udawanym głosem.

W pewnej chwili, strugi deszczu odbijające się od skał oraz szalony nurt potoku w dole, oświetliły błyski pioruna. Serca zwierząt zadrżały wraz z gromem zahaczającym o szczyt Kościelca oraz grzmotami powtórzonymi w bliskim sąsiedztwie. Wydawało się, że to nie zwarty kozi kierdel drży, ale okoliczne szczyty i cała Dolina Stawów. Bicie piorunów nie ustawało, a akompaniował im bulgot strug w głębinie żlebu. Uderzenia odbijane po wielekroć o ściany skalne, iskrzenia, a nadto niepokojący swąd, wypełniały przestrzeń grozą. Palące żagwie błyskawic nawet w stawach nie topiły swojego żaru, lecz odbijały się od powierzchni wód i ze zdwojoną jasnością omiatały okoliczne granie. Powtarzające się burzowe nawałnice zmęczyły zwierzęta. Wyczekiwany świt przyniósł natomiast grad, który szybko zamienił się w kolejną burzową ulewę. Ruszył się porywisty wiatr, ale jego wściekłe burczenie wkrótce przytłumił głuchy hurkot. Wydawało się, że góry poczęty się walić - a to sunąca kamienna lawina głosiła zniszczenie. Żywioł zdawał się ogarniać także stado, Jednak okazało się, że doświadczona prowadząca wybrała bardzo bezpieczne miejsce.

Ilustracja: Bożena Gąsienica Byrcyn

© Wszelkie prawa zastrzezone     INTERAKTYWNA POLSKA
Webmaster: PROMEDIA