Strona główna / nr 3 (5) - LATO 2005 / WYPADKI LETNIE
    
NUMERY ARCHIWALNE
KONTAKT
GALERIA - ZDJĘCIA
WADOWICE
TATRY
GÓRY ŚWIĘTOKRZYSKIE
BESKIDY - JAN PAWEŁ II
BABIA GÓRA
GÓRY WYSOKIE
ROŚLINY I ZWIERZĘTA
LINKI
PROPOZYCJE WYCIECZEK
Noclegi Hotele
Wydawnictwa turystyczne
Samorząd Przewodników
polski
TATRY- TRAGEDIE TATRZAŃSKIE - Wypadki letnie

[ DOLINA BIAŁEJ WODY GALERIA 1 ] [ TOPR akcja ratownicza zdjęcia ] [ TOPR akcja ratownicza zdjęcia galeria 2 ]


Tatry Orla Perć zdjęcia galeria I

Tatry Orla Perć zdjęcia galeria II

Szlak na Halę Gąsienicową zdjęcia

Akcja rotownicza TOPR zdjęcia

Tatry wypadki, akcja ratunkowa TOPR zdjęcia
 
Tatry Hala Gąsienicowa Panoramy tatrzańskie
 
Góry, Tatry, Orla Perć, Żleb Kulczyńskiego
 
Tatry szlak na Orlą Perć i Kozią Przełęcz zdjęcia, galeria
 
Orla Perć szlak na Zawrat zdjęcia Galeria 5
 
Orla Perć szlak na Krzyżne zdjęcia galeria 6

TATRY Wypadki letnie

Adam Marasek

tatry - wypadkiLato wypadki w Tatrach.
Po wszystkich szlakach wędruje wielu turystów: młodzi, starsi, mniej lub bardziej doświadczeni, lepiej lub gorzej wyekwipowani. Zdecydowana większość z nich wędruje łatwymi szlakami do Morskiego Oka, Doliny Kościeliskiej czy w Dolinki Reglowe. Bardziej ambitni starają się wyjść na Giewont, przejść Czerwone Wierchy. Sporo turystów za cel stawia sobie wyjście na Rysy, czy przejście Orlej Perci. Takie wędrowanie daje ogrom przeżyć, możliwość podziwiania wspaniałych tatrzańskich widoków, ale dla tych, którzy mieli mniej szczęścia, popełnili jakieś jakieś błędy, przy planowaniu wycieczki, czy w czasie wędrowania, wycieczki kończą się wypadkiem.

2.07. 2004 rok. Godz. 16.10. Do Centrali TOPR dociera informacja, że w Żlebie Kulczyńskiego poważnie zasłabła turystka. Nie jest w stanie poruszać się o własnych siłach. Konieczna szybka pomoc. W rejon wypadku ratownicy zostają przerzuceni śmigłowcem. Ponieważ jest to mały śmigłowiec Mi-2 ratownicy po dwóch zostają przewożeni są do Koziej Dolinki skąd dalej pieszo udają się na miejsce gdzie na pomoc oczekuje turystka. W pierwszej ekipie ratowników jest lekarz TOPR z odpowiednim zestawem sprzętu do reanimacji. Okazuje się, że turystka znajduje się w połowie Żlebu. Jej stan jest dość poważny. Lekarz aplikuje stosowne leki, ratownicy przygotowują nosze, do których pakują turystkę. Następnie w trudnym eksponowanym terenie opuszczają ją na linach do podstawy Żlebu i znoszą nad Czarny Staw, tatry - wypadkiskąd do szpitala zabiera ją śmigłowiec i przewozi do szpitala. Turystką okazała się 51-letnia
Jak doszło do wypadku. Wypadek zdarzył się po południu, na Orlej Perci, trudnym, eksponowanym szlaku, którym turystka wędrowała wiele godzin, nie licząc dojścia. Tego dnia w Tatrach było bardzo ciepło. Wysoka temperatura, trudy długotrwałej wędrówki, a być może jakieś wcześniejsze problemy zdrowotne, to wszystko skumulowało się tego dnia i doprowadziło do poważnego zasłabnięcia. Dobrze, że była lotna pogoda i ratownicy w miarę szybko byli w stanie udzielić pomocy turystce i wszystko dla niej zakończyło się szczęśliwie.
mieszkanka Kudowy Zdroju.

Podobny wypadek zdarzył się w dniu 3.09. pod Starorobociańskim Wierchem. O godz. 15.45 do Centrali TOPR dzwoni turysta informując, że na szlaku pomiędzy Starorobociańskim W. a Raczkową Przełęczą zasłabł jego kolega. Jego stan jest poważny. Szczęście, że jest lotna pogoda. Śmigłowcem Mi-2 ratownicy zostają przewiezieni w tamten rejon. Desantują się z pokładu śmigłowca, który zawisa w pobliżu oczekującego na pomoc turysty. Ratownicy podają turyście stosowne leki, pakują go do noszy i znoszą w miejsce, gdzie może przyziemić śmigłowiec, aby można włożyć na jego pokład chorego turystę. Nadlatuje śmigłowiec i po chwili zabiera turystę do szpitala. Każdy, kto zna choć trochę topografii Tatr wie, że wędrówka na Starorobociański Wiech zajmuje wiele godzin, aby wyjść na ten szczyt trzeba pokonać znaczną różnicę wysokości. Wycieczka taka wymaga wiele sił i dobrej kondycji. Turystą okazał się 66-cio letni mieszkaniec Warszawy, który jak się przyznał ratownikom przeszedł już wcześniej dwa zawały. Na pytanie czy warto tak ryzykować życiem - odpowiedział, że Tatry to jego miłość, chodzi już po nich wiele lat i zawsze z niecierpliwością czeka chwili by znów tu przyjechać i po nich wędrować.
Cóż na to odpowiedzieć? Należy apelować tylko o zdrowy rozsądek i prosić wszystkich tych, którzy mają jakiekolwiek dolegliwości sercowe, aby zapytali wcześniej swojego lekarza, czy ich stan zdrowia pozwala na przyjazd w Tatry i tak forsowne wędrowanie. Zarówno dla turystki w Żlebie Kulczyńskiego jak i dla turysty pod Starorobociańskim te wycieczki mogły być w ich życiu ostatnimi
.

tatry - wypadki21.07.2004. Od rana w Tatrach jest ładna pogoda zachęcająca do wędrówek. Około południa pogodna gwałtownie się psuje. Od południa nadciągają czarne chmury. Około 13-tej zaczyna się gwałtowna burza. Z Zakopanego widać, jak w wierzchołek Giewontu uderzają pioruny. 13.25. Do TOPR dzwoni turysta informując, że pod kopułą szczytową Giewontu porażone piorunem zostały 3 osoby. Śmigłowcem Mi-2 w tamten rejon lecą ratownicy TOPR wraz z lekarzem. Po desancie w rejonie wypadku okazuje się, że porażone osoby są przytomne, ale w dość poważnym stanie. Ratownicy udzielają im pierwszej pomocy, przekazują na pokład śmigłowca, którym w kolejnych lotach przewożeni są do szpitala. W trakcie tych działań ratowniczych, kolejne wezwanie. Okazuje się, ze na Kopie Kondrackiej piorun poraził kolejną trójkę turystów. Ich stan jest dość poważny. Śmigłowiec przewozi w tamten rejon kolejnych ratowników, którzy po udzieleniu rannym pierwszej pomocy po kolei przekazują ich na pokład śmigłowca i przewożą do szpitala. Okazuje się, ze to nie koniec na tym. W czasie trwania akcji ratunkowej na Kopie Kondrackiej ratownicy zostają poinformowani, że na Kalatówki dotarło dwoje turystów, którzy zostali rażeni piorunem pod Giewontem. Ich stan pogorszył się na tyle, że nie są w stanie dalej schodzić. Ratownicy samochodem przewożą ich do szpitala.
Jedna burza - 8 porażonych osób. Czy można było uniknąć tego wypadku?
Burza, choć przychodzi szybko, to nie na tyle gwałtownie by nie móc przed nią jakoś się schronić. Jest zasada, że z chwilą gdy widzimy oznaki nadciągającej burzy; ciemne, szybko przesuwające się chmury, pojawiający się nagle wiatr a w ostatnim momencie naelektryzowane powietrze, suche trzaski - musimy, choćbyśmy byli kilka kroków od celu wycieczki, zejść z wierzchołka, grani i starać się zejść jak najniżej. Tuż przed burzą, jeśli jesteśmy w grupie musimy się rozproszyć, usiąść na plecaku, tak by odizolować się od ziemi, wybrać takie miejsce by nie płynęła tam woda, odsunąć się od kamieni i skał by nie dotykać ich plecami, siedząc złączyć razem i podkurczyć nogi i cierpliwie przeczekać burzę, która tak jak szybko przyszła, z reguły szybko odejdzie. I dopiero po jej odejściu kontynuować powrót w doliny. W przeciwnym razie, gdy zostaniemy na szczycie czy grani mamy wielką szansę być rażonym piorunem. Kroniki TOPR notują wiele takich wypadków, które kończyły się śmiertelnym porażeniem. Jeśli uda nam się takie porażenie przeżyć, to należy liczyć się z długotrwałym leczeniem, gdyż porażenie zaburza pracę wielu narządów. Najlepiej zapoznać się z aktualną prognozą pogody. Tam z dokładnością do paru godzin można dowiedzieć się, kiedy możemy spodziewać się burzy. To pozwoli nam właściwie zaplanować wycieczkę, lub zmienić plany tak, byśmy bezpiecznie wrócili z gór.

28.07. 2004. Wypadek jakich wiele było latem 2004 roku. O godz.17.10 ratownik dyżurny z 5-ciu stawów informuje Centralę TOPR, że podczas zejścia z 5-ciu Stawów szlakiem wzdłuż Siklawy turysta złamał nogę. Ze Stawów na miejsce wypadku wychodzi ratownik, który ma za zadanie udzielić I pomocy rannemu turyście. Z Zakopanego do Wodogrzmotów wyjeżdża grupa ratowników, którzy mają przetransportować rannego do szpitala. Ponieważ jest kiepska pogoda, nie można użyć śmigłowca, cała wyprawa przebiega klasycznie i ranny turysta dopiero około 21-szej dociera do szpitala.
Jak doszło do wypadku?
Od kilku dni w Tatrach padał intensywnie deszcz. Wezbrały potoki, szlaki zrobiły się śliskie. Turysta schodząc po mokrych pochyłych skałach w górnej części szlaku poślizgnął się, spadł parę metrów łamiąc nogę. Chwila nieuwagi, kiepskie, śliskie obuwie, upadek - wypadek, ból, kilka miesięcy leczenia, długa rehabilitacja.
Cóż radzić w takich wypadkach.
Po pierwsze najważniejszą rzeczą są dobre, górskie buty, na wibramowej podeszwie, która nie ślizga się na mokrych skałach czy kamieniach.
Niestety w przekonaniu większości "turystów", którzy okazyjnie wędrują po Tatrach górskim obuwiem są buty typu "adidas". Po drugie, gdy jest mokro, ślisko, powinniśmy być bardzie czujni, uważniej stawiać stopy, patrzeć pod nogi a widoki podziwiać dopiero gdy się zatrzymamy. Tu chciałbym przypomnieć starą narciarską maksymę: " złamanie trwa sekundę a leczenie długie miesiące". Dlatego nie warto oszczędzać na dobrym, markowym, górskim obuwiu.

Zdjęcia: Andrzej Marasek
 Adam Marasek – Z-ca Naczelnika TOPR - Przewodnik tatrzański - wysokogórski

  • http://www.przewodnicy-gorscy.pl/ Przewodnicy wysokogórscy. Wyjścia na szczyty tatrzański; Gierlach, Wysoka, Lodowy Szczyt, Mięguszowieckie Szczyty
  • © Wszelkie prawa zastrzezone     INTERAKTYWNA POLSKA
    Webmaster: PROMEDIA