Strona główna / nr 4 (6) -JESIEŃ 2005 / POLOWACE PRZEWODNIKAMI PO TATRACH
    
NUMERY ARCHIWALNE
KONTAKT
GALERIA - ZDJĘCIA
WADOWICE
TATRY
GÓRY ŚWIĘTOKRZYSKIE
BESKIDY - JAN PAWEŁ II
BABIA GÓRA
GÓRY WYSOKIE
ROŚLINY I ZWIERZĘTA
LINKI
PROPOZYCJE WYCIECZEK
Noclegi Hotele
Wydawnictwa turystyczne
Samorząd Przewodników
polski
POLOWACE PRZEWODNIKAMI PO TATRACH


Szlak na Halę Gąsienicową zdjęcia galeria

Tatry Hala Gąsienicowa Panoramy tatrzańskie zdjęcia, galeria

Tatry Czerwone Wierchy zdjęcia galeria

Dolina Chochołowska otoczenie zdjęcia galeria

Góry, Tatry, Orla Perć, Żleb Kulczyńskiego zdjęcia, galeria
         
Polowace przewodnikami po Tatrach

Wojciech Gąsienica Byrcyn

Ilustracje Bożena Gąsienica Byrcyn

            Pasterze, zielarze, a także poszukiwacze skarbów, czyli minerałów to ludzie, którzy poczęli najwcześniej wnikać w Tatry od południa, a później też od strony polskiej. Z nich to wywodzą się myśliwi nazywani polowacami, którzy posiadane umiejętności łowieckie stosowali przede wszystkim do odparcia drapieżników zabijających ich dobytek. Uzbrojenie wykorzystywali też do obrony własnej przed zwierzem i wrogimi ludźmi. Znane są dokumenty, świadczące o zapalczywych utarczkach związanych z zajmowaniem przestrzeni użytkowej przez pasterzy, a później też i przez myśliwych.

4.jpg (22.66 Kb)            Polowace wywodzący się z pobliskich podtatrzańskich osad wnikali głęboko w doliny tatrzańskie. Stopniowo docierali po najwyższe szczyty. Początkowo poznawali praktycznie dziką przestrzeń nienazwanych regli, hal i samych turni. Wiedza dotycząca zwyczajów, zachowań, sposobów polowań na grubego zwierza i drobne gatunki, ułatwiała pozyskanie mięsa, łoju, skór i innych użytków. Najczęściej znajomość terenu oraz doświadczenie związane z samym polowaniem były przekazywane przez pokolenia. Stanowiły one wartość ograniczonej zbiorowości żywiołu bezpośrednio i praktycznie związanego z górami.

            Z chwilą rozpoczęcia wnikania ludzi w Tatry, w celu zwiedzenia lub poznania ich przyrody, właśnie myśliwi byli najlepszymi ich przewodnikami. Wiemy, że już w 1565 r. pani na Kieżmarku Beata Łaska wybrała się w czasie Zielonych Świąt do Doliny Zielonego Stawu Kieżmarskiego. Można jedynie przypuszczać, że korzystała z pomocy przewodników. Początkiem XVII wieku (1615 r.) student Dawid Frőlich dotarł wraz z dwoma młodymi towarzyszami przypuszczalnie na Kieżmarski Szczyt. Wyprawę tą, pod wodzą myśliwego na kozice opisał dość szczegółowo, jednak nie podał jego nazwiska.

            Do najciekawszych przekazów związanych w przeszłości z pionierską wycieczką w Tatry należy przekaz Simplicissimusa Węgierskiego, czyli Daniela Speer’a. Ten student z Wrocławia, narodowości niemieckiej, wraz z towarzyszami wyszedł w 1654 r. na Kieżmarski Szczyt. Przewodnikiem ich był prawdopodobnie nauczyciel z Rakus, zwący się Gärtner. Prowadzonych w góry ludzi zaopatrywał on w laski, na które osadzone były różki kozic. Mieli oni za pomocą tego sprzętu podtrzymywać się o skały w najbardziej stromych miejscach. Istniało w tym czasie przekonanie, iż kozice wykorzystują właśnie swoje haki w chwilach przechodzenia zdradliwych miejsc. Uważano, że zagięte rogi służą do zaczepiania się o gałęzie bądź skały, co miało ratować te zwierzęta przed upadkiem.

Wspomniany przewodnik w chwili uzgadniania przebiegu i zasad obowiązujących w czasie wycieczki, obiecywał studentom, że za najęcie go zastrzeli kozicę by mieli do wina tak dobre szyneczki i uda. Po drodze zwiedzający spotykają juhasa uzbrojonego w strzelbę. Czyniony hałas i strzały przewodnika z rusznicy powodują spłoszenie kierdela kozic, z którego odnaleziona została jedna. Z żołądka zabitego zwierzęcia myśliwy wydobył gule, stanowiące, jak ocenił, wartość najmniej jednego talara. Twory te po rozpuszczeniu stosowano wówczas jako cudowny lek na przeróżne choroby.

             Myśliwych polujących na kozice zwano koziarzami. W historii pionierskich zdobyczy wielu najwyższych szczytów i przełęczy tatrzańskich, stanowili ci ludzie najważniejszą grupę. To oni zdobyli pierwsi Gierlach, Łomnicę, Kieżmarski Szczyt, Rysy i wiele innych. Uważa się, że pamiątką po dawnym polowactwie w Tatrach są zachowane do dziś dawne ścieżki myśliwskie. Do najtrudniejszych należała perć, zwana nieraz Kłusowniczą Ścieżką, prowadząca na Mięguszowiecką Przełęcz pod Chłopkiem. Myśliwi znali to przejście już w I połowie XIX wieku, a może i wcześniej. Przez długie lata przejście przez tą przełęcz służyło jedynie góralskim strzelcom na kozice z Podhala i Jurgowa.

Pierwsza znana niegóralska przeprawa przez wspominaną przełęcz, w roku 1861, była kłusownicza. Wziął w niej udział dla celów naukowych zoolog Ernst Schauer oraz niepolujący duchowny, ksiądz Józef Stolarczyk. Była to wyprawa myśliwska zorganizowana przez ówczesnych właścicieli dóbr zakopiańskich, Homolacsów, dla swych arystokratycznych gości, hrabiego Władysława Koziebrodzkiego i hrabiego Stanisława Wodzickiego. Wyprawa wiodła w cudze rewiry pod przewodnictwem czołowych polowacy podhalańskich. Warto dodać, że wspomnianymi przewodnikami byli: Maciej Gąsienica Sieczka, Jędrzej Bachleda Wala starszy, Gąsienicowie Krzeptowscy, Gąsienica Samek i pięciu górali tragarzy.

Ważnym elementem wiążącym się z polowactwem w Tatrach jest powstanie wielu, stosowanych tu nazw. Można przypuszczać, że w dużym stopniu ludzie związani bezpośrednio z pozyskiwaniem zwierzyny w górach, przyczynili się do ich powstania. Później zaś pozostawały one w pamięci zbiorowej pasterzy, górników oraz samych myśliwych-przewodników. Przykładem nazewnictwa pochodzącego od wspomnianej profesji są Strzeleckie Pola, Strzelecka Turnia, Myśliwska Czuba itp. Częściej spotykamy nazwy pochodzące od kozic, świstaków, orłów i innej zwierzyny, która była obiektem zainteresowań tatrzańskich myśliwych. Do takich należą:  Kozia Dolinka, Kozia Jaskinia w Jatkach, Kozia Turnia, Dolina Świstowa, liczne świstówki, Orla Baszta i wiele innych.

W nazewnictwie tatrzańskim spotykamy też wykorzystanie nazwisk znanych w przeszłości myśliwych, będących nieraz wyjątkowo zasłużonymi przewodnikami. Rumanowa Dolinka i Rumanowy Szczyt upamiętniają Jana Rumana-Driečnego młodszego, Klimkowa Przełęcz, Klimkowa Turnia wiąże się z Klemensem Bachledą, a Sieczkowe Przełęcze, oddzielające Granaty, Skrajna, Pośrednia i Zadnia upamiętniają wspomnianego już wcześniej Macieja Gąsienicę Sieczkę.

Z chwilą wzrostu zainteresowania Tatrami przez przybywających tu ludzi w celach naukowych i turystycznych, tworzy się zapotrzebowanie na przewodników. Właśnie polowace stanowili najlepiej przygotowaną grupą nadającą się do tego zawodu. Tak było w przypadku przewodników po południowej, jak i po stronie polskiej Tatr. Proces ten jednak przebiegał znacznie wcześniej na Spiszu i Liptowie, w stosunku do Podhala.

Kiedy w 1877 r. Towarzystwo Tatrzańskie ujęło przewodnictwo tatrzańskie w ramy organizacyjne, Leopold Świerz wspomina: Kilkuletnie zabiegi Dra Nowickiego i Dra Janoty a następnie ustawa sejmowa z dnia 19 lipca 1869 r. ochraniająca zwierzęta halskie, kozicę i świstaka, zadała stanowczy cios licznym kłusownikom w Tatrach, którzy o mało nie pozbawili naszych gór prawdziwej ozdoby. Kłusownicy ci przebiegając wzdłuż i wszerz całe Tatry i chciwi zdobyczy wdrapując się na urwiste skały mieli sposobność poznania wszelkich zakątków górskich. Nic też dziwnego, że z kłusowników tych powstał pierwszy zastęp przewodników.

Przewodnikami pierwszorzędnymi zostali: Jędrzej Bachleda Wala ojciec i Jędrzej Wala syn, Maciej Gąsienica Sieczka, Szymon Tatar oraz Wojciech Gąsienica Roj. Do drugorzędnych zaliczono Gąsieniców: Jana z Bystrego, Wojciecha Samka, Wojciecha Gładczana Kościelnego, Wojciecha Gładczana syna, Jana Gronikowskiego oraz Jana Bachledę Curusia i Wojciecha Ślimaka. Przewodnicy trzeciorzędni to: Jan Gąsienica Gładczan, Jan Stopka, Jędrzej Tadziok, Michał Gąsienica Roj, Szczepan Gąsienica Roj oraz Jan Topór. Wszyscy oni mogli prowadzić turystów po najwyższe szczyty Tatr Zachodnich, a pierwszorzędni i większość drugorzędnych po Gierlach, Lodowy i Łomnicę w Tatrach Wysokich. Widać z tego jak wysoko ocenione zostały umiejętności wymienionych przewodników, dawnych polowacy.

Zdobytych umiejętności, umożliwiających pozyskanie dzikiej zwierzyny trudno było się wyzbyć natychmiast. Dodatkowo motywację polowań uzupełniały nieopanowana pasja grupy ludzi zainteresowanych myśliwstwem. Nie bez znaczenia było praktyczne wykorzystanie różnorodnych pożytków ze zdobyczy, a z czasem korzyści finansowych ze sprzedaży mięsa i innych poszukiwanych części zwierzyny (medykamenty, skóry, trofea itp.). W pewnych okresach sytuacja kozic, i innych gatunków przedstawiała się prawdziwie niebezpiecznie.

Właściwie stan zagrożenia minął z chwilą utworzenia Tatrzańskiego Parku Narodowego. Obecnie w całych Tatrach prowadzone są od końca lat pięćdziesiątych inwentaryzacje zwierzyny. Jedną z nich jest tzw. liczenie kozic. Stanowi ono pewnego rodzaju zwyczaj, który może być elementem kontynuacji polowackiej tradycji, uwzględniającej obecne realia. Idąc za kozami możemy wyobrazić sobie swoich przodków. Czy nie podobne emocje przeżywają pracownicy Parku, i inni biorący udział w obserwacji zachowań kozic, często też przewodnicy tatrzańscy?

 

 

© Wszelkie prawa zastrzezone     INTERAKTYWNA POLSKA
Webmaster: PROMEDIA