Strona główna / nr 4 (6) -JESIEŃ 2005 / ŚLADAMI INKÓW
    
NUMERY ARCHIWALNE
KONTAKT
GALERIA - ZDJĘCIA
WADOWICE
TATRY
GÓRY ŚWIĘTOKRZYSKIE
BESKIDY - JAN PAWEŁ II
BABIA GÓRA
GÓRY WYSOKIE
ROŚLINY I ZWIERZĘTA
LINKI
PROPOZYCJE WYCIECZEK
Noclegi Hotele
Wydawnictwa turystyczne
Samorząd Przewodników
polski
KULTURA INKÓW


Kaukaz Elbrus, Uszba zdjęcia galeria

Krzysztof Wielicki Himalaje zdjęcia galeria

Wyspa Skarbów, Wyspa Robinsona zdjęcia galeria

Mongolia góry, stepy zdjęcia galeria

Góry Pamir wschód słońca
Śladami Inków

Jerzy Bogusław Nowak

Potężny Jumbo Jet 747 400 usiadł niedbale na płycie lotniska w Limie. Jeszcze wczoraj była Warszawa. Dziś stoję na skarpie Parku Miłości w Limie i patrzę na Pacyfik. Wyspa Lorenzo nieudolnie chowa się we mgle.

34.jpg (16.42 Kb)Niekończąca się dal oceanu kusi wyobraźnie. Jaką tajemnice kryje cienka kreska widnokręgu?

Pamięć uporczywie wraca do dzieciństwa. Już wtedy lubiłem przesiadywać na dworcu w Lęborku, wpatrując się w światła odjeżdżających pociągów. Już wtedy nieraz uciekałem z domu z cygańskim taborem. Palcem po mapie odbywałem dalekie podróże w nieznane. Obok tych wspomnień są i inne. Gdzieś na peryferiach mojej pamięci tkwią strzępy wspomnień mojej mamy o wędrówkach po Gorganach i Czarnohorze. Nie wsłuchiwałem się wówczas w nie mocno. Póki co nie dotyczyły mnie. Nic mnie z nimi nie łączyło. Nawet nie przyzwoicie czysty Dniestr z gracją baletnicy opływający w opowieściach mamy rodzinne Zaleszczyki nie podniecał mnie zbytnio. A jednak...

A jednak stoję na skarpie Parku Miłości w Limie i z wiszącej nad oceanem mgły staram się oczyma wyłowić biegnące rączo ku plaży białe grzywy fal. Wieczorem ochłonąwszy z pierwszych wrażeń precyzujemy program naszej wyprawy. Cennych uwag udziela nam Marysia Kralewska de Canchaya – licencjonowany przewodnik Ministerstwa Turystyki Peru, a także autorka przewodników po tym kraju. W jej towarzystwie zwiedzamy Lime. Słynne Muzeum Złota, Plac Bronii wraz z Pałacem Prezydenckim, Katedrę, Pałac Biskupi, Ratusz, pomnik Pizzara. Odwiedzamy także znany w świecie Instytut Ziołolecznictwa księdza Szeligi. Zaopatrując się w zestaw ziół ze słynną Wilca Corą na czele. Hotel Europa gdzie stacjonujemy czasy świetności ma już za sobą. Jednakże sąsiedztwo kościoła San Francisco i dworca Kolei Andyjskiej nobilitują.

Nazajutrz leniwie wijącą się autostradą Panamericana zdążamy ku Andom. Stolica Cordyriery Blanci położona na wysokości ponad 3 500 m. wita nas mroźnym powietrzem. W dali widoczny Huascaran 6768 m. najwyższy szczyt Andów Peruwiańskich. Pierwszy biwak w towarzystwie Huascarana i Huondoya 6395 m. nad jeziorem Longanuca. Rankiem wizyta na lodowcu Chocraraju.

Firankami nieludzko zmęczonych rzęs unosimy w górę kurtyny ołowianych chmur. Huandoy (6395), Newado Pisco (5762), Chocraraju (6112), Ynapaqcha (5460), Chopicalci (6354) w blasku jupiterów. Tam, gdzie się kończy piękna horyzont bezkresny, tam zachwytu krzyk niemy ku niebiosom podąża - napisałem w jednej z kartek do kraju. Pucaraju (5026), Taulliraju (5830), Paria (5510), Rinrijurca (5810), Alpomayo (5947), Quitaraju (6036), Pampa (5785), Artensonraju (6025), Coraz (6025), Aguji (5888) i Putaca (5585) to kolejni uczestnicy spektaklu, któremu na imię: Niech zachwyt się nie kończy, niech piękno opisać się nie da.

35.jpg (65.56 Kb)A potem zwiedzanie Chavin (3100), kolebki jednej z kultur przedinkaskich. Wejście na Pastoruri (5240) i wizyta w Yngay. Ten naturalny cmentarz powstał w ciągu trzech minut na skutek oderwania się części szczytu Huascaranu i zasypania Yngay. Zginęło wówczas 25 000 osób. Niech żywi zawsze zmarłym cześć oddają.

Rankiem znaną już autostradą Panamericana mkniemy na południe. Z wysokiego klifu spoglądamy na Pacyfik. Jak zawsze wzrok opiera się o horyzont i z siłą wodospadu powraca pytanie: Co się kryje za cienką kresą widnokręgu?

 Następnego dnia niesieni porannym odbojem oceanu płyniemy na wyspy Ballestas. Po lewej stronie zostawiamy słynny kandelabr służący w przeszłości żeglarzom za drogowskaz. Dopływamy do celu. Lwy morskie otoczone rojem wybranek, ptaki o nazwie Peruwian – Bubi, pigwiny i pozostała, egzotyczna menażeria to stali mieszkańcy wysp. One to produkują słynne guano – peruwiano, przedmiot eksportu.

Kolejny dzień i znów niezwykłe przeżycia. Sześcioosobową awionetką lecimy nad słynnym płaskowyżem Nasca. Z góry doskonale widać linie i ogromne figury zaznaczone na pustyni. Astronauta, pająk, kondor, małpa, koliber... do dziś nie wiadomo kto był ich autorem i do czego miały służyć. Po południu zwiedzamy stanowiska nagrobne na pustyni. Inkaskie mumie i towarzyszące im rekwizyty zadziwiają dobrym stanem. To zasługa pustynnego klimatu. Wizyta w malej fabryczce, zajmującej się produkcją imitacji inkaskich naczyń i manufakturze, gdzie z rudy złota odzyskuje się w niezwykle prymitywny sposób ceny kruszec, nasyca dzban naszych wrażeń do pełna.

 Z Nasca przenosimy się do Arequipy. Wulkan El Misti górujący nad okolicą (5822) – nasz kolejny cel uśmiecha się zalotnie. Już kilka lat temu, gdy wchodziłem na wulkan w Azji Mniejszej Erciyes Dagi (3917) przyrzekłem sobie więcej z wulkanami się nie zadawać. Wygląda na to, że lepiej się w życiu nie zarzekać... Tymczasem jesteśmy na przełęczy na wysokości 4800 m. Przed nami wygasłe wulkany Coropuna i Ampato, oba wysokie 6425 i 6310 m. Miedzy nimi płynie rzeka Colca tworząc najgłębszy w świecie kanion o tej samej nazwie. Z tyłu Chachani i El Misti, nieco w prawo Mismi. Pasmo górskie, skąd bierze początek Amazonka. Podczas zjazdu do doliny Colci przejeżdżamy przez Altiplano – płaskowyż na wysokości 4200 m. Spotkanie z dostojnie poruszającym się stadem lam i wikuń. W miejscowości Chivay kąpiemy się w basenie z ciepłą wodą pochodzenia wulkanicznego. Podążając z Chivay ku kondorom, podziwiamy otoczenie najgłębszego kanionu świata. Tarasy pól uprawnych tworzą malowniczą szachownicę. Wreszcie Mirador de la Cruz Del Condor. Niepowtarzalna sceneria wąwozu Colca. Ośnieżone sześciotysięczniki opadają nieomalże ku zdawałoby się nieskończonej głębi wąwozu. Przez kilkoma laty studenci z krakowskiego klubu kajakowego „Bystrze” jako pierwsi w świecie pokonali kanion Colca w swych pontonach... Był wśród nich spotkany przez nas w Andach Jurek Majcherczyk. Colca jest także miejscem unikalnego widowiska. Codziennie rankiem z głębokiej otchłani canionu wynurza się król andyjskich przestworzy – kondor. „Płynie” wolno i dostojnie. Znalazłszy się nad zgromadzoną gawiedzią zastyga nieomal w powietrzu. Z wysokości swojego majestatu zaczyna rozdawać ukłony. Odebrawszy od tłumu należny mu hołd, oddala się równie dostojnie, jak się pojawił. Kolejni podniebni „aktorzy” zachowują się podobnie. Po kwadransie ostatni kondor ginie w czeluściach wąwozu. Nad Mirador de la Cruz Del Condor zapada cisza.

Po powrocie do Arequipy zwiedzamy słynny klasztor Santa Catalina. Z brzaskiem wyruszamy na El Misti (5822). Dojście do bazy na 4600 m. zdaje się nie mieć końca. Nocą z czołówkami na głowach ruszamy ku górze. Krok po kroku. Wyżej i wyżej. Oddech coraz płytszy a postoje coraz częstsze. Ostre szable penitentów mocno pochylone, nie ułatwiają drogi ku górze. Jest słońce. Jest mgła. Gdzieś tutaj jest szczyt. Na dół schodzimy wolno. W bazie krótki odpoczynek, przepak, likwidacja obozu i zejście na dół. Z lotniska w Arequipie ostatnie spojrzenie na El Misti. Po pół godzinnym locie wita nas Juliaca (3870). W pobliżu nad jeziorem Umayo znajdują się ruiny Sillustani z czasów Inków. Zwiedzane przez nas budowle mają kształt wież. W przeszłości spełniały rolę mieszkań i grobowców.

 Zwiedziwszy Sillustani udajemy się do Puno (3860). Wynajętą motorówką płyniemy po najwyżej położonym żeglownym jeziorze świata Titicaca (3850). Wizyta u górali Aymara zamieszkujących zbudowane z trzciny totora pływające wyspy Uros, stanowi nie lada przeżycie. Dobijamy także do brzegów wyspy Taquile. Słynie ona z mężczyzn wytwarzających piękne tekstylia i kobiet uprawiających rolę. Horyzont zamykają sześciotysięczniki Cordyliery Real. Już po zmierzchu dopływamy do Puno. Ranek zastaje nas w autobusie jadącym przez Yanquyo, Cocabanę do stolicy Boliwi La Paz. Towarzyszą nam widoki na Titicaca oraz Cordylierę Real. Na przejściu granicznym w Kasanii wypełniamy skomplikowane formularze. Kilkadziesiąt metrów dalej wita nas Boliwia.

 Po godzinnej jeździe dojeżdżamy do przedmieścia La Paz. Miasto sprawia niezwykłe wrażenie poprzez swoje usytuowanie na zboczach ogromnego leja. Jego ramiona oddalone są od siebie około pięć kilometrów. Panoramę miasta zdominował potężny wulkan Illimani (6402). Nazajutrz zwiedzamy słynne Tiahuanaco. Brama Słońca, Brama Pumy, dwie potężne rzeźby znane jako Mnich i Biskup upoważniają do snucia przypuszczeń, że mieszkańcy okolic Titicaca na swych trzcinowych łódkach docierali do Polinezji. Po południu zwiedzamy Dolinę Księżycową położoną za La Paz. Następnego dnia wyruszamy do Copacabany. Miasto słynie z obrazu Matki Boskiej Gromnicznej, patronki Boliwii. Przejście graniczne w Kasanii. Po czterech godzinach jazdy wita nas ponownie Puno.

 Przesiadka na inny autobus i jazda nocą do Cusco. Podróż pełna niezwykłych przygód. Trudno policzyć ile osób jedzie autobusem. Jedno jest pewne. Ostatnia warstwa ludzkich ciał nie sięga sufitu. W samej kabinie kierowcy naliczyłem dziewięć osób. Pisk, wrzask, zgiełk, tłok, odór i ciągłe przepychanki czynią podróż trudną do zniesienia. Moje koleżanki oświadczają mi, że czują się fatalnie i kto wie, czy nie będą umierać. Nie takiego finału spodziewałem się. Jakby tego było mało, co rusz żandarmeria kontroluje nasz autobus. Poszukują przemytników koki oraz bojowników świetlistego szlaku.

Cusco wita nas chłodem. Przespawszy się nieco wyruszamy do miasta. W języku Keczua Cusco znaczy pępek świata. Dawna stolica Inków założona w 1100 r. To tutaj znajdowała się słynna Świątynia Słońca – Coricancha, w której przechowywano mumie zmarłych władców Inkaskich. W centralnym miejscu znajdowała się tarcza słoneczna ze złota. W Cusco jest też kościół La Merced słusznie pretendujący do miana najwspanialszego w Peru, z powodu przepięknych ołtarzy. Złota monstrancja ważąca 22,2 kg przyozdobiona jest 1518 diamentami oraz innymi szlachetnymi kamieniami. Budynki wzniesione przez hiszpańskich najeźdźców z drewnianymi balkonami na kamiennej podmurówce zburzonych budowli inkaskich tworzą niepowtarzalną atmosferę. W innej z kartek wysłanych do kraju napisałem tak: Niepowtarzalne piękno jeden ma tylko wymiar. Mieszka w nas, a my jego pokorni słudzy opalamy się czasem w promieniach jego dostojeństwa. Nad Cusco wznoszą się ruiny ogromnej twierdzy Sacsahuaman 3500 m. Zniszczone przez Hiszpanów mury służą do  dzisiaj za miejsce zgromadzeń podczas obchodów największego święta Inków na cześć Boga Słońca – Inta Raym. Twierdza robi na nas ogromne wrażenie. Kolejne miejscowości to Quenco (3600) – ceremonialne miejsce kultu Boga Yiracochy, Puco – Pucaro (3659) – miejsce odpoczynku gońców poczty inkaskiej oraz Tambomachay (3759) – miejsce, gdzie wódz Inków zażywał kąpieli ze swoim dworem.

 Zwiedzanie Świętej Doliny Inków rozpoczynamy od miejscowości Pisac (2970), malowniczo położonej w dolinie rzeki Vilcanota, w dalszym biegu zwanej Urubambą; a w końcowym Ukajali – tworząc potem Amazonkę. W każdy czwartek odbywają się tu słynne targi. Ruiny budowli inkaskich w Pisac niczym nie ustępują Machu Picchu. W miejscowości Urubamba raczymy się Chicha Morandą – napojem z wysuszonej fioletowej kukurydzy, przyprawionym sokiem z limonek i cukrem. Tutaj rzeka Vilcanota zmienia nazwę na Urubamba. Następna miejscowość Ollantaytombo (2600) urzeka ruinami potężnej twierdzy, która strzegła dostępu do doliny od strony północnej. Na wprost twierdzy góra, na której stromych zboczach Inkowie wybudowali spichlerze. Do Cusco wracamy przez Chicheros (3770), znanego z targów wielowiekowej tradycji. Na deser pozostawiamy sobie trening Drogą Inków do Machu Picchu. Podczas wędrówki spotykamy w dżungli kolejne ruiny budowli inkaskich. W dole wstęga rzeki Urubamby. Wokół Andy, porośnięte wysoką dżunglą, a na horyzoncie ośnieżony Salkantay (6271).

 Nocą opuszczamy biwak, by na długo przed pierwszymi promieniami słońca dotrzeć na przełęcz Intipunk. Słońce niczym kurtyna w teatrze z wolna przesuwa się po graniach i zboczach andyjskich kolosów. Gorącymi brawami nagradzamy moment, w którym oczom naszym ukazuje się słynne Machu Picchu. Ruiny znajdują się u podnóża szczytu, o tej samej nazwie. Urubamba opływa je z trzech stron, tworząc ponad czterystumetrowy wąwóz. A wokół dżungla i Andy. Niesamowita sceneria Machu Picchu to jedno, z niewielu miejsc na świecie, które wywołuje tak ogromny zachwyt i pogrąża w głębokiej zadumie nad przemijaniem czasu. Zjechawszy na dół do miejscowości Aquas Calientas wraz z turystami całego świata mieszamy się z barwnym tłumem Indian. W oczekiwaniu na pociąg do Cusco odwiedzamy stragany z pamiątkami. Późnym wieczorem przyjeżdżamy do Cusco, by rankiem z nim się pożegnać. Wieczorem pożegnalna kolacja w sympatycznej knajpce. Nazajutrz lecąc samolotem do Limy spoglądamy na ośnieżone szczyty Andów.

Kolejne przedpołudnie przeznaczamy na zwiedzanie ruin jednej z kultur przedinkaskich w Pachacamac. Naszym przewodnikiem jest jak zawsze niezastąpiona Marysia Kralewska. Po południu, kto wie czy nie najważniejsze wydarzenie naszej wyprawy. Spotkanie z księdzem Szelągą. Więc tak wygląda ten, który powiedział stop AIDS, rakowi i wielu groźnym chorobom. Więc tak wygląda ten, kto w serca wielu ludzi wlał ogromną porcję nadziei. Spodziewałem się twarzy uczonego. Ujrzałem pogodne uśmiechnięte oblicze. Z całej postaci emanowało ciepło, spokój i mądrość. Czas godzinnej pogawędki minął jak z bicza strzelił. Dokupiwszy w Instytucie jeszcze kilka leków, udajemy się na targowisko o miłej nazwie Koral, by dokonać ostatnich zakupów. Z cenną pomocą spieszy mi Marysia Kralewska. Widząc moją nieporadność językową przejęła inicjatywę i kupiła, co trzeba. Wieczorem przy białym winie żegnamy niezwykle sympatyczną parę obieżyświatów Basie i Pawła Kosińskich z Łodzi. Przygarnęliśmy ich po naszym powrocie z Cordyliery Blanci. Pozostałą cześć naszej wyprawy odbyliśmy niemal zawsze razem. Następnego dnia bezskutecznie oczekujemy na uroczystą odprawę wart pod Pałacem Prezydenta. Nasz Cicerone Marysia Kralewska proponuje pożegnalne zwiedzanie Limy.

 Jako pierwszy zwiedzamy Kościół Dominikanów, gdzie w kaplicy bocznej umieszczono obraz Matki Boskiej Częstochowskiej, przywieziony z Polski z okazji wizyty Ojca Świętego w Peru. Następnie zwiedzamy kościół Św. Róży patronki Limy. Kościół de los Nazarenas ze słynnym malowidłem Chrystusa Ukrzyżowanego jest zamknięty. Jedno z najważniejszych świąt w Peru Senior de los Milagros związane z historią tego kościoła. Wizyta w Muzeum Inkwizycji sprawia na nas przygnębiające wrażenie. Żegnamy się z Marysią Kralewską, życząc sobie wzajem obok zdrowia wielu wspaniałych podróży. Popołudnie spędzamy na pakowaniu się. Wieczorem żegnamy się z gościnnym hotelem Europa. Około godziny dwudziestej Boening 747 400 wznosi się w powietrze. Po chwili osiągamy wysokość 11 300 m., a temperatura na zewnątrz sięga -50 stopni Celsjusza. Po nami Andy. Za ich to przyczyną pilot zapowiada turbulencje. Huśtani przez prądy powietrzne, wsłuchani w cztery pory roku Vivaldiego, nie bardzo zdajemy sobie sprawę, że to koniec naszej andyjskiej przygody. Jednakże mocne uderzenie kół naszego samolotu o pas startowy we Frankfurcie nad Menem tą prawdę brutalnie nam uzmysławia.

 

 

© Wszelkie prawa zastrzezone     INTERAKTYWNA POLSKA
Webmaster: PROMEDIA