Strona główna / nr 1 (7) - ZIMA 2006 / LHOTSE
    
NUMERY ARCHIWALNE
KONTAKT
GALERIA - ZDJĘCIA
WADOWICE
TATRY
GÓRY ŚWIĘTOKRZYSKIE
BESKIDY - JAN PAWEŁ II
BABIA GÓRA
GÓRY WYSOKIE
ROŚLINY I ZWIERZĘTA
LINKI
PROPOZYCJE WYCIECZEK
Noclegi Hotele
Wydawnictwa turystyczne
Samorząd Przewodników
polski
LHOTSE - HIMALAJE


Krzysztof Wielicki Himalaje szkolenie GOPR zdjęcia galeria

Krzysztof Wielicki Mount Everest zdjęcia galeria 1

Krzysztof Wielicki Mount Everest zdjęcia galeria 2

Krzysztof Wielicki Kangchengjunga zdjęcia

Marian Bała piękne szczyty zdjęcia galeria
         
LHOTSE

Krzysztof Wielicki

 

            Lhotse (8511 m n.p.m.), Najbkiższy sąsiad Mount Everestu, znajduje się na granicy między Nepalem i Tybetem. Ze szczytu wybiegają trzy 17.jpg (26.54 Kb)główne granie: na pólnoc ku Przełęczy Południowej i dalej w kierunku Everestu; na wschód ku Lhotse Shar (8386 m), oraz ku Nuptse (7861 m). Dwie pierwsze ograniczają spływający na wschód wielki lodowiec Kangchung. Góra ma dwie wybitne ściany. Ściana zachodnia wznosi się nad Kotłem Zahodnim (Western CWM), czyli nad górną częścią lodowca Khumbu. Natomiast nad lodowcem Lhotse piętrzy się słynna wśród alpinistów, ogromna południowa ściana południowa.

            „Lhotse” w języku tybetańskim znaczy „szczyt południowy”; nazwę taką nadali górze uczestnicy brytyjskiej wyprawy rekonesansowej na Everest w 1921 roku.

            Pierwszą próbę zdobycia Lhotse podjęła międzynarodowa wyprawa pod kierownictwem Normana G. Dyhrenfurtha w 1955 roku. Ernst Senn doszedł wtedy samotnie na wysokość 8100 m, do początku pólnocno-zachodniego kuluaru.

            18.jpg (31.69 Kb)Pierwszego wejścia na Lhotse dokonała wyprawa szwajcarska w 1956 roku, niejako przy okazji drugiego wejścia na Mount Everest. Wykorzystano dobrze już znaną z atakó na Everest drogę na Przełęcz Południową. Przy dobrej pogodzie i sprawnie działającej aparaturze tlenowej, znajdujący się w świetnej formie wspinacze Fritz Luchsinger i Ernst Reiss osiągnęli 18 maja wierzchołek Lhotse poprzez kuluar w zachodnie flance. Drugie wejście na Lhotse miało miejsce dopiero w roku 1977. Wcześniej, w 1974 roku, góra była świadkiem pamiętnej próby pierwszego wejścia zimowego, kiedy to polska ekipa pod kierunkiem Andrzeja Zawady wycofała się z wysokości ok. 8200 m. Później, w październiku 1979 roku, na szczyt weszło aż ośmiu Polaków (Czok, Heinrich, Kukuczka, Skorek, Baranek, Bilczewski, Cholewa, Niklas – siódme i ósme wejście).

            O ile wejścia drogą normalną odbywano często przy okazji wchodzenia na Everest, to wspaniałą ściana południowa była celem samym w sobie. Przez jej lewy kocioł próbowali wejść w 1981 roku Jugosłowianie pod wodzą A. Kunavera, dochodząc do wysokości 8100 m. Z prawej strony, właściwie już na południowej ścianie Lhotse Shar, poprowadzili drogę Słowacy w 1984 roku. W 1990 roku Tomo Cesen oświadczył, iż dokończył drogę jugosłowiańską. Autentyczność tego wejścia była przedmiotem kontrowersji i ostatecznie została zakwestionowana. W 1989 roku próbował tu swoich sił Reinhold Messner. Tragicznie zapisał się dzień 24 października tegoż roku: po pokonaniu niemal całej ściany, u wejścia w prowadzącą ku szczytowi grań, odpadł Jerzy Kukuczka, drugi w świecie zdobywca „Korony Himalajów”. Lina nie wytrzymała szarpnięcia... W 1990 ścianę przeszli Rosjanie, oceniając jej trudności jako niemożliwe do pokonania przez samotnego wspinacza.

           

Południową ścianę Lhotse próbowałem przejść trzykrotnie: w latach 1985, 1987, 1989. Jako Polak mam do niej stosunek równie emocjonalny, jak Niemcy do Nanga Parbat. Dwa razy byłem bardzo blisko szczytu. W 1985 roku wraz z Mirkiem Falco Dąsalem, Walkiem Fiutem i Arturem Hajzerem wyszliśmy na grań (8250 m) chyba zbyt nisko i musieliśmy zrezygnować.

            W 1987 roku wraz z Arturem Hajzerem wyruszyliśmy do ataku szczytowego z obozu na wysokości 7800 m. Po trzech dniach wspinaczki weszliśmy na grań na wysokości 8300 metrów. Decyzja o odwrocie zapadłą po spędzeniu w jamie śnieżnej bardzo ciężkiego biwaku przy huraganowym wietrze. Odwrót był równie trudny co wspinaczka w górę. Mieliśmy nadzieję, że jeśli zdołalibyśmy wejść na szczyt, zeszlibyśmy na stronę zachodnią do bazy pod Everestem. Niestety, musieliśmy zjechać ścianą trzy kilometry w dół.

            W 1989 roku do udziału w wyprawie na tę ścianę zostaliśmy zaproszeni przez Reinholda Messnera. W składzie wyprawy była międzynarodowa elita ówczesnego himalaizmu. Lecz mimo to nie udało się zrealizować wymarzonego planu. Zamiast kolektywnej współpracy, która w przypadku tak potężnej ściany jest konieczna, zbyt wiele było na tej wyprawie gwiazdorstwa, a także prywatnych gier. Dream team Messnera niestety nie zagrał najlepszego meczu.

            Więcej już tam chyba nie pójdę – myślałem – uważałem, że nie warto. Gdyby Rosjanie nie przeszli ściany, to może należałoby pokusić się o zweryfikowanie wejścia Ćesena. Znałem już na niej każdy kamień. Jest tam zbyt niebezpiecznie, aby ryzykować w celu powtórzenia czegoś, co już zostało zrobione przez kogoś innego. Mam w sobie coś takiego, co w przypadku podejmowania nowych wyzwań jest dla mnie motorem napędowym. Na południowej ścianie Lhotse to „coś” już nie działa. Więc po co się tam pchać?

            Byłem jednak na szczycie Lhotse. Po wypadku na Bhagirati II w dniu 31 sierpnia 1988 roku, w którym ucierpiał mój bark i kręgosłup (od tego czasu jestem niższy o centymetr), musiałem nosić gumowy gorset z metalowymi usztywniaczami.

            Belgowie, którzy mieli zezwolenie na atakowanie Mount Everestu i Lhotse zimą, zaprosili Andrzeja Zawadę, Leszka Cichego i mnie do udziału w ich ekspedycji. W drugiej połowie grudnia Belgowie stwierdzili, że cel przerasta ich możliwości. Pod koniec grudnia poszliśmy w czwórkę (z Ingrid Bayens, Andrzejem i Leszkiem) do Kotła Zachodniego, na wysokość 6400 metrów. Niestety towarzystwo się pochorowało i groziła konieczność wycofania się. Nie chciałem jednak rezygnować. W dziń poprzedzający Sylwestra udałem się samotnie do obozu III. Po dwutygodniowej przerwie w działalności namioty były poniszczone, ale jakoś udało mi się przespać. Następnego dnia, bez zakładania obozu czwartego, wszedłem drogą normalną na szczyt, dokonując tym samym pierwszego wejścia zimowego na Lhotse. Zejście z wierzchołka z uwagi na uraz kręgosłupa było straszne. Wymyśliłem sobie, że co 20 kroków będę się kładł na stoku i odpoczywał. Wiedziałem, że nie wolno mi zasnąć bez asekuracji na stromym lodzie, a jednak zasypiałem. Po prostu traciłem świadomość. Po kilku minutach „snu” budziłem się i ruszałem dalej. Warunki były, jak to w zimie w Himalajach – dużo lodu, mało śniegu i bardzo silny wiatr. To wszystko okazało się jednak niczym w porównaniu z bólem kręgosłupa. Dotarłem jednak jakoś do „trójki”. Czekał tam na mnie Leszek Cichy, który pomimo choroby przyszedł mi z odsieczą z dołu. Był to z jego strony dowód prawdziwego górskiego partnerstwa.

            Lhotse zdobyłem zimą drogą normalną, a bardzo chciałem ścianą - południową... Życie.

 

© Wszelkie prawa zastrzezone     INTERAKTYWNA POLSKA
Webmaster: PROMEDIA