Strona główna / nr 1 (7) - ZIMA 2006 / BURJACJA – GÓRY, BAJKAŁ – TAJGA
    
NUMERY ARCHIWALNE
KONTAKT
GALERIA - ZDJĘCIA
WADOWICE
TATRY
GÓRY ŚWIĘTOKRZYSKIE
BESKIDY - JAN PAWEŁ II
BABIA GÓRA
GÓRY WYSOKIE
ROŚLINY I ZWIERZĘTA
LINKI
PROPOZYCJE WYCIECZEK
Noclegi Hotele
Wydawnictwa turystyczne
Samorząd Przewodników
polski
BURJACJA – GÓRY, BAJKAŁ – TAJGA


Kaukaz Elbrus, Uszba zdjęcia galeria

Krzysztof Wielicki Mount Everest zdjęcia galeria 1

Wyspa Skarbów, Wyspa Robinsona zdjęcia galeria

Mongolia góry, stepy zdjęcia galeria

Góry Pamir wschód słońca
Buriacja – góry – Bajkał – tajga

Jerzy Bogusław Nowak

 

Tam, tam, tam, tam, koła kolei Trausyberyjskiej wygrywają przyjaźnie brzmiącą melodię. Słup oddzielający Europę od Azji zniknął w oknie tak szybko jak się pojawił. Równie szybko znikają mijane przysiółki i osady.

23.jpg (32.99 Kb)Jakby z baśni pożyczane, pojedynczo i parami defilują, kolorowe chaty, mijanych wiosek. Pełne głębokiej zadumy, brzozowe zagajniki także w zachwyt wprawić gotowe.

Wołga, Irtisz, Ob, Jenisiej, Angara wyznaczają rytm naszej podróży. Z precyzją szwajcarskiego zegarka zatrzymujemy się na kolejnych stacjach. Niezwykle gwarny tłum sprzedawczyń namawia do kupna specjałów rosyjskiej kuchni. Plemieny, pierogi, kartaszki i inne smakołyki, szybko znikają w czeluściach podróżniczych żołądków. Wszystko smaczne, że aż palce lizać. Syberyjski krajobraz wyzwala resentymenty. Myśli niczym okręt żeglują po morzu wspomnień.

Z nieodpartą siłą wracają emocje związane z przejazdem koleją Ernesta Malinowskiego w Andach i szosą Transfogaraską w Transylwani. Przyszedł czas na kolej Transsyberyjską. Irkucki dworzec, niczym wzorzec czystości z francuskiego Sevres pod Paryżem, czysty, schludny i przyjemny. Po nocy spędzonej u wspaniałej opiekunki polskich grup w Irkucku Luizy Skrockiej jedziemy na spotkanie ze Świętym Morzem Burjatów – Bajkałem.

22.jpg (43.50 Kb)Nasz pojazd z nieukrywanym wysiłkiem pokonuje wzniesienia i nierówności drogi. Krajobraz coraz bardziej stepowy. Domy jakby z Orawy rodem, schowane za wysokie bramy.

Wesoło błyszcząca się tafla jeziora oznacza spełnienie marzeń. Bajkał na wyciągnięcie ręki. Przed nami Wrota Olchońskie, oddzielające stały ląd od największej wyspy Bajkału – Olchonu. Staruszek prom o nazwie „Dorożnik” z niemałym trudem je pokonuje. W drodze ku stolicy wyspy – Chużyr, podziwiamy niepowtarzalną Bajkalską scenerię.

 

 Brzegi pełne złocistego piasku. Limby, cedry i modrzewie w żółto – rudawe pastele wystrojone. Niczym wiolinowy klucz, malowniczo wijące się zatoczki. Horyzont zamykają wapienną bielą pokryte, Góry Nadmorskie. A w środku dostojny Bajkał świadom swego piękna i ogromu.

 

Stolica Olchonu wita nas piękną pogodą. Jeżdżący po niej z ogromną fantazją motocykliści, jej stołeczność, obecnością dam w własnoręcznie wykonanych przyczepach podkreślają. Wzdłuż złoconych piaskiem ulic Chuzyr rzędy pięknych drewnianych domów. Między nimi, niczym śródmiejskie latarnie stoją limby. Wokół Bajkał i góry. Skośne burjackie oczy, na uśmiechniętej ogorzałej twarzy, zdają się serdecznie zapraszać. Stary rybak częstuje nas wędzonym omulem. Nie odmawiamy. Smak ryby zamieszkującej tylko bajkalskie głębiny, na zawsze w pamięci mego żołądka pozostanie.

Wieczorem wizyta na przylądku. Burchan. Widok, że aż przysłowiowy dech zapiera. Ostatnie promienie słońca oświetlają Bajkał. Słynne Skały Szamana w ceglasto-rudawej szacie. Rybacka łódź, wieczorną bryzą kołysana, rytmicznie unosi się ku górze. Demonicznie oświetlone cedry, przepasane w tali szamańskimi szmatkami, dopełniają atmosfery tajemniczości. Co rusz słychać krzyk bajkalskiej mewy. Kto wie czy nie w podobnej scenerii, odbyły się z końcem lot dziewięćdziesiątych minionego stulecia, ponowne zaślubiny Pana Olchonu - Burchana z Bajkałem.  Nazajutrz ruszamy na „podbój” wyspy.

 

 Poprzez osadę Charancy docieramy do Piesczanej Zatoki, słynnej z ruchomych wydm i śpiewających piasków. Widoczne pozostałości dawnego Łagru.

 

Przeglądające się w wodach Bajkału skały o nazwie Trzej Bracia to wedle legendy zaklęci w skały synowie szamana. Z najdalej wysuniętej na północ części wyspy przylądka Chaboj, widać doskonale półwysep Święty Nos oraz wyspy Uszkanie, znane z bajkalskich fok. Miejsce to, jak wiele podobnych w Burjacji upodobał sobie szaman. Niemałych kształtów szamański kopczyk Owoo, zdobny w różnokolorowe szmatki, drobne pieniądze i zapałki tego dowodzi. Ostry klif przylądka, stromo opada, ku wodom Małego Morza. Następnego randka, ponownie odwiedzamy przylądek Burchan. Widok niby ten sam, a inny. Z morza mgieł wyłaniają się Skały Szamana. W pełnym blasku promieni słonecznych odarte z aury tajemniczości, emanują harmonią i spokojem. Pozostała część dnia upływa nam na zwiedzaniu południowej części wyspy. Oględziny zagadkowych ruin muru Kurykanów, płyt nagrobnych, ofiarnych ołtarzy na przylądku Chorgoj, miejsc kultu fallicznego, kąpiel w jeziorze Szara Nuur a także w Bajkale podczas poobiedniej sjesty, napełnia dzban naszych wrażeń do syta.W drodze powrotnej, tęsknym okiem ogarniam Bajkał. Póki co jesteśmy w Sludiance. Po wizycie w Muzeum Mineralogicznym ruszamy w kierunku Piku Czerskiego w górach Chamar – Daban. Po kilku kilometrach spokojnego marszu wzdłuż rzeki Sludianka, ścieżka zaczyna prowadzić raz prawą, raz lewą stroną. Brodów jak na lekarstwo. Chcąc nie chcąc, co chwile uprawiamy swoisty balet na tańczących pod nami balach, przerzuconych nad groźnie szumiącą rzeką. Każdy stosuje inną technikę.

Zbyszek pomysłodawca wyprawy, idzie jak zawsze pewnie i szybko. Danusia jak na damę przystało, dystyngowanie. Krzysiu powoli i wbrew zasadzie belka w dół noga także. Jasiu zawierzył nie tylko nogom, ale także i kijom. Ja, jak na wuefistę przystało przeprawiam się jak wszyscy bez kłopotów. Zajęci przeprawami, niezbyt uważnie chłoniemy otaczającą nas tajgę. Wokół pełno brzóz i równie melancholijnych topoli.

 

Zwisające ze smukłych limb, srebrne brodaczki, zdobią je, niczym drogocenne kolie, kobiece szyje. Liście przywrotnika, jak rodowe szkła z kredensowej zastawy, pełne diamentowych kropli rosy. Zgrabne meandrujący potok, nuci pieść o tajdze.

 

W koronach drzew zastygło lazurowe niebo. W zwolna ku czerwieni „podążających” zielonych liściach Bergeni, zniknął Bunduruk. Karłowata wierzba, z kolczykami niedbale zwisających, zeschniętych liści, pełna zwolna gasnącej elegancji, dopełnia miary podziwu. Zachwytem syci, milczeniem bogaci, podążamy wolno ku górze. Ścieżka coraz stromiej unosi się. Nie wiadomo gdzie się podział potok? Towarzyszące nam od dawna grzbiety górskie wyraźnie niższe. W asyście limb i kosodrzewiny wchodzimy niespodziewanie na górskie siodło. Widok chaty zaskakuje. Rzecz się po chwili wyjaśnia.

- Zdrastwujcie.

            - Zdrastwujcie odpowiada uśmiechnięty mężczyzna. Wy kto? Polacy. A wy - pytamy? Kierownik stacji metrologicznej „Chamar – Daban”. Czy można w pobliżu przenocować? Czemu nie. Musicie jednak uważać na niedźwiedzie.

I tak od słowa do słowa zostajemy gośćmi chatara. Wieczorem przy ognisku kończymy rozmowę z gospodarzem. Wczesnym rankiem idziemy we wskazanym przez niego kierunku. Początkowo zbudowanym przez zesłańców traktem zwanym starokomarską Drogą, a potem zdecydowanie ku górze. Mozolne podejście kończy się ponad górną granicą lasu, przechodząc w piękną wysokogórską łąkę. Widok barzyny, czerwonych borówek i zdobnych w kardynalską purpurę dereni wespół z goryczką wśród łanów figlarnie skrzącego się chrobotka, wynagradza nam w pełni trud wspinania się. Lecz to nie koniec. Ku szczytowi pniemy się ostrą iście tatrzańską granią. Potężne bloki skalne czynią drogę honorną i ciekawą. Widok kopuły szczytowej zdumiewa. Obok niemałych rozmiarów szamańskiego triangula, krzyż z „ Ojcze nasz...” cyrylicą pisany. Ta ekumeniczna symbioza nie tylko zdumiewa ale napawa także nadzieją. Spoglądam w kierunku Bajkału spowitego mgłami z których wyłaniają się pojedyńcze szczyty Sajonów. Z drugiej strony niekończącą się dal grzbietów Chamar – Daban. W dali pogodne jezioro Serce.

Jestem szczęśliwy. Wiem, że tu wrócę.

 

 

© Wszelkie prawa zastrzezone     INTERAKTYWNA POLSKA
Webmaster: PROMEDIA