Strona główna / nr 2 (8) - WIOSNA 2006 / W paszczy krokodyla
    
NUMERY ARCHIWALNE
KONTAKT
GALERIA - ZDJĘCIA
WADOWICE
TATRY
GÓRY ŚWIĘTOKRZYSKIE
BESKIDY - JAN PAWEŁ II
BABIA GÓRA
GÓRY WYSOKIE
ROŚLINY I ZWIERZĘTA
LINKI
PROPOZYCJE WYCIECZEK
Noclegi Hotele
Wydawnictwa turystyczne
Samorząd Przewodników
polski
W paszczy krokodyla


Stanisław Biel zdobycie Eigeru zdjęcia galeria

Krzysztof Wielicki Mount Everest zdjęcia galeria

Wyspa Skarbów, Wyspa Robinsona zdjęcia galeria

Jaskinia Demianowska Wolności zdjęcia galeria II

Mała Fatra wąwóz Diery zdjęcia galeria
Tadeusz Wojtera

 

Motto:

Już nasi przodkowie

Żeby zdobyć pożywienie

Narażali swe życie.

Każde stworzenie chcąc żyć

Musi zabijać.

Więc dlaczego właśnie krokodyl

Uchodzi za perfidnego zabójcę?

 

Waldek filmowiec naszej wyprawy, powiedział do mnie podekscytowanym głosem:

-         To po co brałem aż dwie kamery, teleobiektywy i mnóstwo filmów, skoro teraz będąc tu nad Białym Nilem tobie szkoda wydać trochę dolarów, by popłynąć motorówką i zobaczyć te wszystkie ptaki i zwierzęta nie w parkach narodowych, tylko na wolności, w ich własnym środowisku.

Reszta go poparła:

-         Tak, Waldek ma rację, to jest podobno niesamowite przeżycie. Ty sobie płyniesz motorówką samym środkiem Nilu, a wokoło hipopotamy, krokodyle, a na brzegach stada ptaków.

-         Dobra – powiedziałem – płyniemy wszyscy, ale jak zabraknie dolarów na benzynę, będziecie pchali samochód. Ironizowałem, chociaż sam byłem zadowolony że zobaczę zakątek świata jeszcze nie skażony cywilizacją.

Gdyśmy wsiadali do motorówki, wszyscy byli uśmiechnięci i zadowoleni. Przewodnik objaśnił i również ostrzegał:

-         Zobaczą państwo naturalne środowisko zwierząt i ptaków w takich ilościach, jakich nie ma w całej Afryce. Przy fotografowaniu i filmowaniu proszę się za bardzo nie wychylać. To może być niebezpieczne, bo można wpaść wprost w paszczę krokodyla.

Wszyscy posłusznie trzymali się poręczy, aż do momentu zobaczenia potężnego krokodyla, który wygrzewał się w słońcu na samym brzegu.

-         Podpłyń pan bliżej, co za potwór, pewno ma z pięć metrów.

-         Zrobię to, ale tylko dla was. To jest niebezpieczny manewr. Krokodyl potrafi być szybszy niż ja.

Powoli przekręcił koło sterowe i zbliżyliśmy się może na cztery metry do brzegu, który w tym miejscu był dość wysoki. Teraz dokładnie zobaczyłem potworny rozdziawiony pysk z rzędem pożółkłych kłów. Leżał spokojnie wyciągnięty na całą swoją długość i wpatrywał się ślepiami w zbliżającą się zdobycz. Wszyscy na pokładzie oszaleli. Aparaty, kamery i komentarze rozpalały niecodzienną sytuację. Gdy byliśmy już prawie zrównani z brzegiem rzeki, sternik powiedział:

-         Odpływam, to jest zbyt niebezpieczne.

Jeszcze nie zdążył obrócić koła sterowego, gdy potężny krokodyl jednym potężnym „susem” wskoczył do rzeki i zanurkował pod samo dno łodzi. Przedtem zdążł swym potężnym ogonem walnąć w burtę tak, że cała łódź motorowa zachwiała się, a wszyscy uczestnicy poprzewracali się na pokładzie. Tylko sternik nie stracił zimnej krwi. Szorowanie o dno kadłuba uświadomiło nam, że krokodyl nie dał jeszcze za wygraną. Jego silne cielsko było w stanie wywrócić taką łupinkę i wyłowić dla siebie żarcie na cały miesiąc. I właśnie wtedy łódź zachwiała się tak, że nabrała wody przez prawą burtę. To było coś strasznego. Potężny łeb krokodyla wynurzył się z wody i znów zanurkował. Sternik przytomnie wprowadził w sam środek nurtu rzeki. On wiedział, krokodyle tam nie atakują, prąd jest zbyt silny. Ich domeną są płytki i spokojne zatoki i zakola. Na pokładzie zaległa dziwna cisza. Wszyscy wiedzieli, że uratowało nas tylko doświadczenie naszego sternika. I wtedy usłyszałem jego spokojny głos w łamanej angielszczyźnie:

-         Wy pojechać i pokazać film i slajdy w Europa i się chwalić, że Afryka być piękna i dziewicza. Tylko nikt nie wspomnieć o tym, że Ali się narazić na swoje życie i może stracić dobra posada. Bo wy nie rozumieć ani Afryka ani tych, co muszą zarobić na życie – za głupie dolary.

I wtedy zrozumiałem dlaczego podpłynął aż tak blisko krokodyla, narażając swoje dobre imię pilota Nilu. Bo chciał udowodnić tym „białym”, że mimo niebezpieczeństwa, o którym wiedział on – rdzenny Afrykanin, też musi żyć z tego, co matka natura jeszcze pozostawiła dla potomnych.

Listopad 2001 r.

 

Podpisy pod zdjęciami:

  1. Biały Nil spada z Wyżyny Afrykańskiej w potężną czeluść tworząc wodospady Murichishona
  2. wodospad ma wiele metrów i spada w skalną czeluść.
  3.  wodospad Murchisona widziany z góry – w dole spienione nurty Nilu.
  4. i spływa dalej coraz spokojniejszy.
  5. rozlewa się szeroko tworząc wspaniałe warunki dla zwierzyny – raj dla hipopotamów.
  6. a słonie spokojnie wędrują wzdłuż brzegów.
  7. ogromne chmary ptaków żerują wzdłuż brzegów.
  8. i krokodyle wylegujące się leniwie w słońcu.
  9. ten leżał spokojnie wyciągnięty na całą swą długość 5 metrów i wpatrywał się w zbliżającą się łódź z łatwym łupem.
  10. nagle jednym potężnym skokiem zanurkował pod samo dno łodzi uderzając ogonem w burtę tak silnie, że była bliska wywrotki.
© Wszelkie prawa zastrzezone     INTERAKTYWNA POLSKA
Webmaster: PROMEDIA