Strona główna / nr 2 (8) - WIOSNA 2006 / SZANSA DLA CIEBIE - RADOŚĆ W PLECAKU
    
NUMERY ARCHIWALNE
KONTAKT
GALERIA - ZDJĘCIA
WADOWICE
TATRY
GÓRY ŚWIĘTOKRZYSKIE
BESKIDY - JAN PAWEŁ II
BABIA GÓRA
GÓRY WYSOKIE
ROŚLINY I ZWIERZĘTA
LINKI
PROPOZYCJE WYCIECZEK
Noclegi Hotele
Wydawnictwa turystyczne
Samorząd Przewodników
polski
SZANSA DLA CIEBIE - RADOŚĆ W PLECAKU


Tatry Mięguszowieckie Szczyty zdjęcia

Orla Perć szlak na Zawrat zdjęcia Galeria 5

Orla Perć szlak na Krzyżne zdjęcia galeria 6

Tatry Orla Perć, Kozia Przełęcz zdjęcia galeria 4

Tatry Hala Gąsienicowa Panoramy tatrzańskie zdjęcia, galeria
Radość w plecaku

Joanna Stępień

KRYWAŃ (2494m.n.p.m.) to rozłożysty szczyt  w zachodniej części Tatr Wysokich. Jest narodową górą Słowaków, niezwykle atrakcyjną turystycznie. Wielokrotnie zwyciężał w konkursie na najpiękniejszy szczyt Słowacji, zachwycając pięknem swojego monumentalnego kształtu  w tle  panoramy Tatr. Krywań jest łatwo rozpoznawalny po widocznym od  strony Prybyliny  skrzywieniu wierzchołka. To właśnie stąd wzięła się jego nazwa.    

 

        „Godzina piąta, minut trzydzieści, kiedy pobudka zagrała”.

         24 lipca, dzień moich siedemnastych urodzin przywitał chłodnym powiewem wiatru. Już wtedy wiedziałam, że to będą najwspanialsze urodziny i bardzo ciekawa przygoda wakacyjna. Zdobycie Krywania, jednego z najpiękniejszych szczytów Tatr Wysokich to nie lada wyczyn (przynajmniej dla mnie). Odpowiednie buty, plecak, a w nim: peleryna, rękawiczki , plastry, ciepła bluza, woda i pożywienie to niezbędne bagaże. O godzinie 6.00 wyjechaliśmy autokarem spod budynku PTTK-u w Rabce Zdroju. Czterdziestoosobowa grupa turystów, to obok mnie i mojej kuzynki głównie przewodnicy, a wśród nich mój dziadziuś. To on zaszczepił we mnie miłość do gór i nauczył dostrzegać ich piękno. Teraz, podczas trasy pokazywał mi szczyty górskie, podawał ich nazwy, opowiadał o nich.   

        Słowacja powitała nas bujnymi lasami, nieskażoną, czystą przyrodą i cudownymi krajobrazami, spowitymi morzami mgieł. Oblane promieniami słońca, przedzierającymi się zza kłębiastego płaszcza chmur, szczyty Tatr Słowackich mieniły się odcieniami szarości, fioletu, błękitu. Można w nich było zobaczyć odbicie ziemi, słońca i nieba. Po co wychodzić na szczyt, skoro świat tak pięknie wygląda z dołu?- pomyślałam, nie wiedząc nawet jak bardzo się mylę.

        Około 9.45 dotarliśmy do Trzech Studni, położonych przy dolnym końcu Polany Krywańskiej. To tutaj zaczyna się zielony szlak, prowadzący na szczyt Krywania. Jeszcze tylko kilka słów o szczycie, kilka niezbędnych informacji i ruszamy! Już pierwsze serpentyny zielonego szlaku „dały mi się we znaki”. Przewodnicy szli bardzo szybko, a droga prowadziła cały czas przez las, pod górę. Gdy dotarliśmy na Granik, który przed końcem II wojny światowej był świadkiem ciężkich walk partyzantów z  niemieckimi faszystami, przyszedł czas na krótka przerwę. Nabraliśmy sił i nasza grupa ruszyła do przodu. Minęliśmy las i przed nami ukazała się pierwsza panorama Tatr Słowackich widziana z Krywania. Wkroczyliśmy w piętro kosodrzewiny. Wędrowaliśmy ścieżkami, zachwycając się zapachami limb i kosodrzewin. Las został daleko za nami, a my odpoczywaliśmy na niewielkiej polanie, podziwiając roztaczające się przed nami widoki. Ciepło ubrani zajadaliśmy kanapki, wsłuchani w szum zimnego, krywańskiego wiatru. Dalej szlak prowadził stromym, zasypanym odłamkami skalnymi Krywańskim Żlebem. Wędrówka po skałach coraz bardziej mi się podobała. Coraz piękniejsze widoki  roztaczały się wokół. Co chwilę przystawałam, by móc spojrzeć na lasy, jeziora, szczyty gór, by jak najwięcej zapamiętać, uwiecznić na kliszach aparatu te wspaniałe krajobrazy. Czułam się coraz lżejsza, tak jakby wiatr pchał mnie do przodu, a ja była otulona jego płaszczem.

        Na rozdrożu pod Krywaniem trasa łączyła się ze szlakiem prowadzącym od Jamskiego Stawu. Z Krywańskiej Przełęczy widać było szczyt Krywania. Najpierw jednak musieliśmy przejść przez Mały Krywań. Teraz już pozostały same skały. Tylko one i ja - sam na sam. Musiałam bardzo uważać, aby nie spaść. Trasa była bardzo trudna, ale widoki, które ukazywały się po zdobyciu Małego Krywania - cudowne. Poczułam się wolna jak ptak. Spoglądałam na wyłaniające się szczyty, granie tonące w pełnym świetle, lasy, jeziora...

        Przed nami odsłonił się w całej okazałości cel wędrówki - szczyt Krywania. Jego zdobycie okazało się najtrudniejsze. O godzinie 14.27 dotknęliśmy krzyża na samym szczycie. Krywań był nasz! Radość zagościła w naszych sercach. Nagrodą za męczącą wspinaczkę na szczyt był wspaniały, roztaczający się widok. W dali można było rozpoznać: Kasprowy Wierch, Giewont, Rysy,  Gerlach- najwyższy szczyt Tatr. Poza Tatrami widać było Małą i Wielka Fatrę, Niżne Tatry, Pieniny, a nawet Turbacz-najwyższy szczyt Gorców.

Świat mienił się tysiącem barw, a człowiek w jego obliczu wydawał się taki maleńki. Słońce rozszczepiało promienie, natrafiając raz na skały, raz na las, to znów na ośnieżone żleby gór, na kosodrzewiny.  Czasem powracało do siebie i chowało się za ścianą kłębiastych obłoczków na błękitnym niebie.  Drzewami poruszał wiatr, a w uszach brzmiała melodia: ”Kto raz się wzniósł nad szczyty i czołem sięgał chmur, ten wiecznie tęsknić będzie do niebotycznych gór ”...  

       Radość z odkrywania pięknych widoków mąciła myśl o powrocie ze szczytu Krywania. Wysłałam nawet sms-a do moich rodziców, którego treść, teraz wydaje się zabawna: ” Jestem na szczycie Krywania. Jest pięknie, ale nie wiem jak stąd zejdę. Wszędzie tylko skały!”.  Miałam rację, obawiając się schodzenia. Okazało się ono jeszcze trudniejsze niż wyjście. Szłam cały czas silnie trzymając się skał, podążając śladami starszej i bardziej doświadczonej w górach kuzynki. Po długiej i męczącej wędrówce udało nam się w końcu zejść do Przełęczy Krywańskiej. Spoglądając za siebie, na szczyt, nie mogłam uwierzyć, że tam byliśmy. Na skałach widać było wspinających się ludzi. Niektórzy, ci bliżej szczytu wyglądali jak małe kropeczki. Krywań tętnił życiem.

    Dalej schodziliśmy niebieskim szlakiem, który okazał się dłuższy i bardziej monotonny od zielonego. Przez blisko pięć godzin wędrowaliśmy ścieżką między skałami. Najpierw mijaliśmy piętro kosodrzewiny, później las. Wędrówka wydawała się nie mieć końca, a zmęczenie po trudach wspinaczki z każdą godziną wzrastało. Czas umilała mi rozmowa z kuzynką. Choć na chwilę zapominałam o zmęczeniu.

    Na odcinku trasy prowadzącej przez las, niebieski szlak został zablokowany przez połamane drzewa. Dalej musieliśmy kierować się szlakiem czerwonym. Powalone drzewa były skutkiem wichury, która przeszła nad słowackimi Tatrami. W miejscach, gdzie rosły piękne, bujne lasy pozostały tylko pniaki i powalone drzewa. Całe hektary lasów zostały zniszczone. Wichura pozostawiła istne „cmentarzysko przyrody”. Znowu poczułam się mała, bezsilna i słaba w obliczu potęgi przyrody. Na szczycie Krywania serce wypełniała radość i podziw. Tutaj pozostało już miejsce tylko na trwogę i smutek.

     Po długiej i męczącej wędrówce dotarliśmy do Szczyrbskiego Jeziora, gdzie wyprawa dobiegła końca. Teraz jeszcze chwila odpoczynku, mały poczęstunek, spacer nad pięknym jeziorem i wracamy do domu! Godzina dwudziesta, minut pięćdziesiąt, kiedy wróciliśmy do Rabki. Chłodny powiew wiatru przywitał nas, strudzonych turystów. W uszach znowu zabrzmiała melodia ze szczytu Krywania. ” Kto raz się wzniósł nad szczyty i czołem sięgał chmur, ten wiecznie tęsknić będzie do niebotycznych gór”...

 Może jutro znowu wypełnię plecak radością?  Odkryję nowe oblicze gór.

© Wszelkie prawa zastrzezone     INTERAKTYWNA POLSKA
Webmaster: PROMEDIA